Późnym wieczorem tego samego dnia, zabawa w wieży Gryffindoru trwała w najlepsze. Pokój wspólny zwyczajowo przystrojono dekoracjami w głównej mierze w barwach domu, tym razem z białymi wstawkami. Czerwone proporczyki z wyhaftowanym złotą nicią symbolem domu zawieszone w niewielkich odstępach na sznurku, ciągnęły się zwisającymi półkolami po każdej ścianie oraz łączyły przeciwległe kąty pomieszczenia. Prostopadle do nich zawieszono okrągłe lampki choinkowe, cyklicznie zmieniające swój kolor. W komnacie panował przyjemny dla oka półmrok. Wysłużone fotele i kanapy rozsunęły się lekko, tworząc na środku wolną przestrzeń. Naprzeciw kominka pojawiły się natomiast dwa suto zastawione stoły. Lily zadbała o to, by grała muzyka dobra do zabawy, dlatego też na środku pomieszczenia szalało kilka par.
Pan Potter wkraczający tego dnia w dorosłość, nie mógł się
opędzić od osób chcących złożyć mu życzenia. Znajdował się w swoim żywiole,
świetnie odnajdując się w roli duszy towarzystwa, brylował jako serce
przyjęcia. Choć kąciki ust bolały od ciągłego uśmiechania, wciąż przyjmował
kolejne serdeczności, a czasami i drobne podarunki, choć nie zdarzało się to
często. Większość chętnych uczniów złożyło się bowiem na prezent, jakiego James
miał nigdy nie zapomnieć. Kolejka do solenizanta zdawała się wcale nie kończyć.
On jednak wciąż czekał na życzenia od pewnej osóbki. Stanął na palcach,
próbując wypatrzyć jej rudą czuprynę gdzieś w tłumie. Nie musiał się długo
wysilać, ponieważ poczet jego najbliższych przyjaciół przeciskał się właśnie
przez tłum w jego stronę.
– Już myślałem, że się was nie doczekam – westchnął z
radością, gdy do niego podeszli.
Każdy z nich po kolei go uścisnął. W głębi duszy James
cieszył się, że przynajmniej na chwilę może odpocząć od ciągłego uśmiechu,
potrząsania dłońmi, uścisków i pocałunków.
Syriusz postanowił przejąć pałeczkę i wysunął się naprzód
zgromadzonych z płaskim pudełkiem w dłoniach.
– Dobrze wiesz, czego ci wszyscy życzymy, bracie. Przede
wszystkich chcemy, żebyś odnalazł w życiu szczęście. Zresztą… Ty sam wiesz, czego
sobie życzyć i możesz mieć pewność, że będziemy cię wspierać w tych marzeniach.
W końcu jesteśmy jak jedna wielka rodzina, nie? – spytał, wyciągając paczuszkę
przewiązaną granatową
kokardą w stronę Jamesa.
Potter
pociągnął za wstążkę, po czym obrzucił badawczym spojrzeniem wszystkich
przyjaciół.
– Nie! – krzyknął, zaglądając do środka. Jego oczy otwarły
się szeroko ze zdziwienia, a orzechowe tęczówki aż błyszczały z radości.
– Właśnie tak – odparł Syriusz, uśmiechając się szeroko.
Dokładnie takiej reakcji spodziewał się po przyjacielu. James
był dla niego niczym brat i oddałby wszystko, byle tylko go uszczęśliwić. Black
kątem oka zerknął na Lily. Jaka szkoda, że nie potrafił zrobić nic w tym
aspekcie. Czasami, przez moment, która zdawała się być jedynie mrugnięciem oka,
zdawało mu się, że widział na twarzy dziewczyny coś więcej niż zwykłą niechęć.
Tylko te chwile sprawiały, że nie starał się za wszelką cenę zeswatać z kimś
przyjaciela – gdzieś w głębi siebie zasiał ziarno niepewności, że może jeszcze
coś z tego będzie.
– Nieee! – krzyknął ponownie solenizant, przeciągając
ostatnią z liter. Opuszkami palców gładził komplet biletów na Mistrzostwa
Świata w Quidditchu mające się odbyć tego lata. Tego ranka nawet nie sądził, że
cokolwiek jest w stanie pobić poranną przesyłkę. Od czubka głowy do palców stóp
wypełniała go euforia.
Jeśli jeszcze
kiedykolwiek zwątpię w to, jakich mam wspaniałych przyjaciół, wspomnę tę
chwilę!
Potter odnosił wrażenie, że jeszcze chwila i uniesie się w
powietrze; miał nadzieję, że ten stan ducha szybko się nie skończy. Nagle
poczuł niepohamowana potrzebę wyrażenia swojej wdzięczności, lecz choć
zazwyczaj był bardzo wygadany, teraz za nic umiał dobrać odpowiednich słów. Nie
potrafił odnaleźć w głowie niczego, co mogłoby wyrazić to, jak się teraz czuję.
Niewiele myśląc, postanowił wykorzystać coś absolutnie niewerbalnego. Podszedł
do dziewczyn i uściskał je najmocniej jak potrafił, choć szybko się opamiętał,
gdy Skyler śmiejąc się przy tym głośno, zwróciła mu uwagę, że miażdży jej żebra.
Ku jego zdumieniu, Lily przyjęła gest, nie mówiąc przy tym ani słowa. Pisnęła
tylko cicho, gdy straciła grunt pod nogami. James podszedł następnie do Huncwotów
i choć wydawało się to niemożliwe, spróbował przygarnąć całą trójkę do siebie.
Nie robili sobie nic z tego, co pomyślą sobie inni. Istniało tylko tu i teraz.
– Cały komplet! To musiało kosztować fortunę! – stwierdził
jeszcze James, odsuwając się od wszystkich na krok. – Jak wam się udało to
kupić? – Spojrzał na każdego z osobna, mierząc wzrokiem. Nie miał absolutnie
żadnego pomysłu na to, jak sześcioro uczniów miałoby uzbierać takie morze
galeonów!
– Wiesz, bracie, wszystko staje się o wiele prostsze, jeśli
ma się takich wspaniałych przyjaciół. A poza tym, pomogło nam bardzo wiele osób…
– stwierdził Syriusz, obejmując Sky ramieniem, a wolną ręką zataczając krąg,
jakby chciał zaprezentować pokój wspólny.
James spojrzał na niego pytająco; to stwierdzenie wcale nie
zbliżało go do rozwiązania zagadki.
– Mój dziadek jest arbitrem na meczu otwarcia. I kilku
późniejszych – stwierdziła dziewczyna jak gdyby nigdy nic, wzruszając przy tym
lekko ramionami i delikatnie bawiąc się pierścionkiem zawieszonym na szyi.
Uśmiechnęła się promiennie, widząc szczęście na twarzy kapitana drużyny. Sama
nie mogła się już doczekać wyjazdu na mistrzostwa.
– Czekaj… –
powiedział powoli Potter, gdy informacja odnalazła właściwe połączenie. Jego
oczy ponownie stały się wielkie niczym spodki. – Jesteś wnuczką Rodericka
Plumptona?! – spytał James z niedowierzaniem. To, że słynny rekordzista miał
sędziować tę rozgrywkę, od pewnego czasu stanowiło główny temat działu
sportowego Proroka. Nie mógł uwierzyć, że taka osobistość przynajmniej dwa razy
do roku znajdowała się od niego nie dalej jak na drugim końcu peronu. – Nie
sądziłaś, że może warto by kiedyś o tym wspomnieć kapitanowi drużyny? Kobieto,
twój dziadek jest wymieniony w Quidditchu
przez wieki! Najpoczytniejszej książce o tym szlachetnym sporcie! Jak
możesz traktować to tak, jakby nic nie znaczyło! – Z każdym zdaniem podnosił
głos, rozentuzjazmowany. Część jego mózgu w ukryciu planowała, jak sprawić, by Sky
zechciała go przedstawić swojemu dziadkowi.
Solenizant podziękował im ponownie, kłaniając się w stronę
każdego z nich, po czym przeprosił zgromadzenie pod pretekstem uzupełnienia
płynów. Ciągłe dziękowanie rzeczywiście sprawiło, że kompletnie zaschło mu w
gardle. Jednak najpierw musiał odnieść prezent do dormitorium, gdzie na pewno
będzie bezpieczny tuż obok nowiutkiego Nimbusa 1001.
♠
Mimo późnej godziny i rozpoczęcia ciszy nocnej impreza
trwała w najlepsze. Lily siedziała na parapecie, opierając się plecami o
ścianę, chowając się przed spojrzeniami. W drobnych dłoniach skrywała szklankę
Ognistej Whiskey, w niewiadomy sposób sprowadzonej tego wieczora przez Syriusza,
i raz po raz upijała drobne łyki. Nigdy nie przepadała za palącym uczuciem
pozostawianym po sobie przez trunek; zdecydowanie wolała piwo kremowe, którego
ostania butelka zdążyła zniknąć już pół godziny temu. Zostały jeszcze co prawda
resztki jakiejś słodkiej nalewki, ostatecznie z racji jej niewiadomego
pochodzenia wolała się trzymać od niej z daleka. Rozejrzała się z ciekawością
po pomieszczeniu; zabawna sztuczka – mogła siedzieć tu w cieniu, ukryta przed
większością spojrzeń, za to przyglądać się innym.
Dostrzegła Meredith i Skyler siedzące przytulone na schodach
prowadzących do dormitoriów, popijające piwo kremowe. Co chwila wymieniały się
uwagami, lecz w przeciwieństwie do siedzących na kanapach dziewcząt nie
chichotały przy tym raz po raz. Gdy dziewczyny zauważyły przyjaciółkę, uniosły
butelki w geście toastu, po czym Sky wykonała zapraszający gest dłonią. Lily
uśmiechnęła się ciepło i postanowiła do nich dołączyć. Spuściła nogi z parapetu
i już miała wstać, kiedy ktoś zagrodził jej drogę. Jak mogła się tego
spodziewać, przeszkoda miała formę i głos nikogo innego, jak Jamesa Pottera.
Tylko tego brakowało w
tej chwili, pomyślała cierpko Lily, starając się nie skrzywić. W końcu
solenizantom nie powinno się sprawiać przykrości.
– A ty dlaczego się nie bawisz? – spytał, uśmiechając się
lekko.
Evans chciała go właśnie przeprosić i odejść pod pretekstem
dołączenia do przyjaciółek, ale gdy podniosła wzrok, zauważyła, że dziewczyny
właśnie wstały i ruszyły na parkiet. Już po chwili wirowały wspólnie, nie
dopuszczając do siebie żadnych chłopców. Najwyraźniej obydwie znajdowały się w
szampańskim humorze. Lily, zrezygnowana, westchnęła, po czym ponownie
podciągnęła nogi na parapet i wróciła do poprzedniej pozycji.
– Właściwie, chciałem ci zaproponować drinka… – kontynuował James,
unosząc jedną ze szklanek. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że obie ręce
miał zajęte. – …ale widzę, że już masz. W takim razie postawię go tutaj, może
jeszcze się przyda – stwierdził, stawiając szklankę na parapecie, po czym
opuszkami palców delikatnie przesunął ją w kierunku Lily. Następnie oparł się
plecami o ścianę obok okna, w taki sposób, że się nie widzieli. Każde z nich
patrzyło przed siebie, co pewien czas pociągając łyk z kieliszka.
– Zatańczysz? – spytał cicho po chwili, wyciągając ku niej
dłoń. Wychylił się zza węgła tylko po to, by móc na nią spojrzeć. Zastanawiał
się, jakiego triku będzie musiał użyć, aby ją namówić do tańca. Doskonale
wiedział, że nie będzie to proste zadanie.
– Ja… – urwała. Momentalnie zaczęła nakręcać pasemko włosów
na palec wskazujący. Zastanawiała się, jak długo będzie ją nagabywał tym razem.
Miała ochotę uciec z tego miejsca, ale obiecała przyjaciółkom, że postara się
być miła dla Pottera z okazji jego urodzin. Wzięła głęboki oddech. – Ja nie
tańczę… – dodała cicho. Odwróciła głowę do okna, tak aby nie musieć na niego
patrzeć. Noc należała do przepięknych – księżyc wisiał na granatowym niebie w
pierwszej kwadrze, nie ustępując swoim blaskiem nawet najjaśniejszym gwiazdom.
Tafla jeziora pozostawała niewzruszona, oddając wygląd nocnego nieba niczym
najprawdziwsze lustro.
– Widziałem przecież dziś rano… – obruszył się, wykonując
półobrót i opierając dłonie na parapecie, nieopodal jej bioder.
– Ja nie tańczę – powtórzyła stanowczo, nawet nie
zaszczycając go spojrzeniem. – Jakbyś patrzył wystarczająco uważnie, może
dostrzegłbyś, że to Skyler tańczyła, nie ja. Ja tylko ścierałam kurze. Mogę
podrygiwać albo poskakać, ale zdecydowanie nie tańczę – dodała sarkastycznie,
obracając się przy tym gwałtownie. Nie spodziewała się, że twarz Jamesa jest aż
tak blisko, podobnie jak i on nie spodziewał się ataku ze strony rudej fali
włosów. Odsunął się momentalnie, choć i tak odrobinę za późno. Palcami dłoni
zaczął rozcierać oko, które zaczęło niemiłosiernie szczypać.
– Przepraszam – powiedziała cicho, speszona, dłonią zakryła
usta, jakby w przestrachu, że wyrządziła mu poważną krzywdę. Zaczęła
przeszukiwać umysł w poszukiwaniu jakiegoś znanego zaklęcia mogącego pomóc w
tej sytuacji. Zupełnie nic nie przychodziło jej do głowy, a przynajmniej nic z
zaklęć, jakich odważyłaby się rzucić na człowieka.
– Nic się nie stało – powiedział po chwili, gdy ból zelżał.
Odjął dłoń od oka i od razu przeczesał nią włosy. Posłał dziewczynie ciepły
uśmiech, aby zapewnić ją, że rzeczywiście wszystko było w porządku. – Wiesz, Lily…
Jednego nie potrafię zrozumieć. Dlaczego niby nie tańczysz? Przecież dziewczyny
uwielbiają takie rzeczy – urwał na moment, ponownie przeczesując palcami włosy.
Oparł się o ścianę i wpatrując się w pary wirujące po parkiecie,
upił łyk ze szklanki trzymanej w dłoniach. Westchnął ciężko. To pewnie tylko kolejny sposób na pozbycie
się mnie z otoczenia, pomyślał smutno. Przez chwilę chciał spytać o to
wprost, ale zrezygnował, obawiając się, że odpowiedź będzie jedynie kolejnym
ciosem w samo serce. Choć poranek mógł zaliczyć do udanych, nawet nie śnił o
tym, że coś mogłoby się zmienić w ich relacjach dzięki kolejnemu komplementowi,
jakim obdarzył ją rano. – Z Remusem byś zatańczyła, prawda?
Evans pokręciła głową, czym kompletnie zbiła go z pantałyku.
Nie wiedział, czy po prostu starała się być miła, czy mówiła prawdę. Może rzeczywiście należało zapytać wprost?
– W takim razie, jeśli mogę spytać, dlaczego nie tańczysz? –
Z niecierpliwością czekał na odpowiedź, jako że sprawa niezmiernie go
frapowała.
– Nie potrafię – stwierdziła cicho, spuszczając wzrok. James
roześmiał się, co tylko bardziej ją speszyło.
– Nie wierzę. Teraz na pewno mnie oszukujesz. Muszę to
sprawdzić – stwierdził z szerokim uśmiechem, ponownie wyciągając do niej rękę.
W odpowiedzi delikatnie pokręciła głową, po czym duszkiem wypiła zawartość
szklanki. – Może jednak, śliczna Lily? Tak w ramach prezentu urodzinowego? –
spytał z nadzieją, posyłając jej jedno z najbardziej wypracowanych spojrzeń –
to, dzięki któremu zawsze dostawał to czego chciał. Choć do tej pory akurat ona
stanowiła jedną z niewielu osób potrafiących się mu oprzeć, stąd nie miał
pewności, czy i tym razem zadziała.
– Za moment uwierzysz. Tyko pamiętaj, że sam tego chciałeś!
– Lily zaśmiała się cierpko, zsuwając nogi z parapetu i delikatnie ujmując jego
dłoń.
♠
Remus i Peter stali przy stole z przekąskami, nalewając do
szklanek Ognistą Whiskey. Z pełnymi naczyniami synchronicznie oparli się o
ścianę, bacznie lustrując tłum.
– Lunio… – zaczął nieśmiało Glizdogon, patrząc na
przyjaciela. Wziął głęboki oddech i zaciętą miną dodał: Idę. Mam do załatwienia
coś ważnego – stwierdził, biorąc kolejny głęboki wdech, po czym jednym ruchem
wlał sobie do gardła całą zawartość trzymanego naczynia.
– Idziesz wyrwać tę dziewczynę, na którą patrzysz od pół godziny?
– spytał tonem rzeczoznawcy Lupin.
– Tak – odparł Pettigrew, z głośnym świstem wypuszczając
powietrze z płuc. – Życz mi szczęścia! – dodał jeszcze, starając się podnieść
kąciki ust, choć wydawało mu się, że twarz stężała w wyrazie przestrachu.
– Jasne – stwierdził z uśmiechem, klepiąc towarzysza po
plecach, po czym delikatnie popchnął chłopaka w stronę dziewczyny. – Na pewno
ci się uda. Wierzę w ciebie – dodał Remus, starając się dodać przyjacielowi
otuchy.
Peter napiął mięśnie i szybkim krokiem ruszył w stronę
upatrzonej brunetki, tak aby przypadkiem się nie zawahać i nie wycofać. Chłopak
nawet nie miał pojęcia, jak straszliwie Remus chciałby móc się z nim zamienić.
Wolałby już nie mieć odwagi, by do kogoś podejść, niż mieć poczucie tej
niesamowitej niemożności. Nie mógłby komuś zrobić czegoś takiego, a
równocześnie chyba nie potrafiłby zdobyć się na wyznanie prawdy, panicznie
bojąc się nie tyko odrzucenia, ale i późniejszego linczu, jaki mógłby się
pojawić.
Choć Lily wielokrotnie starała się go przekonać, że w końcu
to tylko jeden dzień w miesiącu i tak wiedział, że żaden prawdziwy związek nie
jest możliwy. Prędzej czy później prawda wyszłaby na jaw, a to zaowocowałoby
jedynie większą dawką cierpienia.
Bo kto chciałby być z
takim potworem?! Raczej nikt o zdrowych zmysłach.
Napełnił ponownie swoją szklankę, kątem oka zauważając, że
solenizant rozmawiał właśnie z Evansówną. Uśmiechnął się lekko; od zawsze
wiedział, że ta dwójka jest dla siebie stworzona, choć w chwili obecnej zdawało
się, że ich zejście się jest rzeczą absolutnie abstrakcyjną i niemożliwą.
Chciałby móc być tak bezgranicznie szczęśliwy, nie musieć
się niczym martwić. Spojrzał przez okno na księżyc, wzdychając. Właśnie to nie
pozwalało mu zapomnieć ani tym bardziej cieszyć się życiem. Pociągnął duży łyk whiskey,
starając się odgonić od siebie te przygnębiające myśli. Naprawdę nie chciał
teraz marnować czasu na myślenie o tym, że za tydzień będzie ponownie zmuszony
przejść przez piekło, z którego uwolni go dopiero światło poranka.
♠
– Oj, Lily… Rzeczywiście nie kłamałaś – syknął Potter, gdy
dziewczyna po raz kolejny nadepnęła jego stopę. Mimo tego wciąż szeroko się
uśmiechał. Miał pewność, że swych siedemnastych urodzin nie zapomni do końca
życia.
– Sam tego chciałeś. Przecież ostrzegałam – stwierdziła, po
raz kolejny niechcący następując mu na nogę. James zwolnił tempo, czując, że
jeszcze chwilę i jego kończyny zarządzą kapitulację. Spotkania palców z
obcasami, nawet tak niewielkimi, jak te noszone przez uczennice Hogwartu, nie
należały do przyjemnych. Zastanawiał się przez moment, jak pozwolić tej chwili
trwać, nie narażając się przy tym na utratę kończyn. Nie prosząc o zgodę,
podniósł ją lekko, z zamiarem uratowania sytuacji.
– Co robisz?! – krzyknęła oburzona, gdy chwycił ją za
biodra. Już drugi raz tego dnia zupełnie niespodziewanie straciła grunt pod
nogami. Zdecydowanie wolała stąpać po ziemi. Absolutnie nie potrafiła
zrozumieć, jak można czerpać taką ogromną przyjemność z quidditcha i latania.
– Udowodnię ci, że potrafisz tańczyć – powiedział jak gdyby
nigdy nic, wsuwając stopy pod jej buty. Delikatnie, jak gdyby dotykał kruchego
motyla, objął ją w pasie, pilnując, żeby nie spadła. W chwili, gdy podjął
decyzję o takim zachowaniu, przygotował się na cios lub na to, że dziewczyna od
niego odskoczy, ale po raz kolejny tego dnia został przyjemnie zaskoczony.
– Ale przecież ja nie umiem! – Zapewniła go po raz kolejny.
Dłonie Pottera dookoła jej talii, to coś, na co zdecydowanie się nie pisała,
wstając z tamtego parapetu.
– Ważne, że ja umiem – powiedział, wzruszając ramionami.
Posłał jej ciepły uśmiech, gdy zaczęli po raz pierwszy tego wieczoru płynnie
wirować po parkiecie. W pomieszczeniu unosiły się takty Come fly with me Franka Sinatry.
– A teraz, czy możesz mi wytłumaczyć, jak można tak
beznadziejnie tańczyć i mieć przy tym słuch absolutny? – zaśmiał się James
lekko, nie zwalniając tempa.
– Nie opowiadałam nigdy o tym, jak zaczęła się moja przygoda
z fortepianem? – spytała, zafascynowana, że nie siała spustoszenia na
parkiecie.
Potter pokręcił głową.
Przecież nigdy nie
byliśmy ze sobą blisko, czemu więc się zastanawia, czy opowiadała mi jakąś
historię?
– Gdy byłam mała, rodzice zaprowadzili mnie i moją siostrę
Petunię na lekcje baletu – zaczęła, momentalnie wywołując uśmiech na twarzy
chłopaka. Wyobraził sobie małą, rudowłosą osóbkę w różowym body i kryzowej spódniczce,
nieudolnie starającą się wykonać skomplikowane figury. – Ona się zachwycała,
zupełnie jakby znalazła się w swoim żywiole, ale ja… – urwała. Wspomnienia
pochodzące z czasów, kiedy ona i Petunia stanowiły wspaniały duet i bez wahania
nazywały siebie nawzajem swoimi najlepszymi przyjaciółkami, wywoływały
sprzeczne emocję. Z jednej strony to przyjemne wspomnienia i lubiła myśleć o
tym, jakie relacje miały z siostrą. Równocześnie zawsze sprawiały jej w żal
przez to, że ta sytuacja już nigdy nie będzie mogła się powtórzyć, już nigdy
nie uda im się powrócić do poprzednich uczuć – w Petunii znajdowało się zbyt
dużo rozżalenia i pretensji.
– …ja próbowałam tańczyć tylko przez krótką chwilę.
Absolutnie mi to nie wychodziło, czego zresztą przed chwilą doświadczyłeś, ale
co najważniejsze, w pomieszczeniu stał fortepian. Starsza pani grała na nim z
ogromną gracją i zaangażowaniem. Szybko znalazłam się obok niej i do końca
zajęć patrzyłam na jej palce jak zauroczona. Pani Dorothy okazała się przemiłą
kobietą i nawet pozwoliła mi usiąść obok siebie. Później zamiast na balet
chodziłam do niej na naukę gry na instrumencie. Rodzice myśleli, że szybko mi
się znudzi, ale nigdy nie przestałam kochać muzyki i wspaniałego uczucia
chłodnych klawiszy pod palcami – uśmiechnęła się lekko i nabrała powietrza, tak
jakby chciała kontynuować opowieść, ale przerwał jej wysoki, pisk dziewczyny, a
po nim głośny trzask. Zabawa w jednej chwili zamarła, zupełnie jakby ktoś
rzucił na zebranych zaklęcie zamrażające, jednak już po krótkiej chwili
obserwatorzy zdarzenia zaczynali się cicho śmiać. Autorka zamieszania szybko
się odnalazła, stojąc obok Blacka w wytworzonej przez zebranych pustej
przestrzeni na parkiecie.
– Jeśli sądzisz, że każda dziewczyna nie robi nic poza tym,
że marzy o tobie, to się grubo mylisz! Masz tego pecha, że złamałeś serce mojej
przyjaciółki nie dalej jak dwa miesiące temu – powiedziała ze złością,
zaciskając drobne dłonie w pięści. Syriusz stał obok z miną zbitego psiaka,
rozmasowując ogniście czerwony policzek. – Doskonale wiesz, że sobie na to
zasłużyłeś – stwierdziła.
Lily pokręciła głową z politowaniem; uważała, że reakcja
dziewczyny, choć do subtelnych nie należała, była jak najbardziej słuszna. Black
rzeczywiście miał zbyt wysokie mniemanie o sobie.
Syriusz otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz
szybko je zamknął, wiedząc, że tym razem nie miał żadnych argumentów. Poza tym
zdawało mu się, że w tej chwili scenie przyglądają się już wszyscy zebrani w
pokoju wspólnym; zauważył, że zapanowała cisza – najwyraźniej ktoś musiał
wyłączyć muzykę. Niezwykle nie lubił tej damskiej solidarności, z jaką zdarzyło
mu się kilka razy zetknąć. Każdorazowo zostawiało to pewne rany na ciele lub
dumie, gdy został wyzywany na oczach wielu osób.
Tym razem, chcąc uniknąć podobnych sytuacji, nie czekał, aż
odezwie się po raz drugi, wybąkał tylko krótkie przepraszam, wzruszając przy tym ramionami, po czym zaczął się
chyłkiem wycofywać w kierunku dormitorium. Nie potrafił stwierdzić, czy
dziewczyna jest bardziej zaskoczona, czy zniesmaczona jego przeprosinami, ale
przynajmniej nie powiedziała już ani słowa.
Aktualizacja: 5 grudnia 2015.
Taaak... Dawno mnie tu nie było, za co bardzo przepraszam.
OdpowiedzUsuńCoraz gorzej idzie mi komentowanie, dlatego ograniczę się do:
"Dobra robota!"
Nie mogę się doczekać nowego rozdziału.
Pozdrawiam,
(kiedyś: Troll, opti.maja, "Ja sobie poczytam, bo życie jest krótkie") mimoza.
Dziękuje za komentarz. W czasie kryzysu liczy się nawet taki, w którym jest jedynie "Przeczytałam/em" :)
UsuńPozdrawiam,
summer-sky
No, ja to mam wyczucie ! Akurat przyszło mi do głowy żeby sprawdzić blogi ! :D
OdpowiedzUsuńCzy jeszcze jestem? Oczywiście <3
Mówiłam, że urodziny Jamesa mi się spodobają i co ? Miałam rację !
Troszkę bym się obraziła z porzucenie... Ale w sumie jak byłoby coś nowego, to czemu nie :D
Pozdrawiam
Charlotte
Rozdział miał być wcześniej, ale miałam ogromne problemy z końcówką. Jakoś nic mi tam nie pasowało, a i z tego co zostało opublikowane nie jestem jakaś dumna.
UsuńCieszę się bardzo, że jeszcze ktoś mnie tu odwiedza, bo w tej chwili obecność czytelników jest moim największym motorem napędowym do pisania.
Z tym, że ta nowa historia byłaby już opowiadaniem własnym, nie Potterowskim ff. Ale ta historia tak mnie blokuje, że wręcz czuje jak mi pomysły na to nowe opowiadanie ulatują z głowy :(
Pozdrawiam gorąco,
summer-sky
Szkoda, że tak długo cię nie było :/ mam nadzieję że będziesz pisać częściej, bo piszesz świetnie! Rozdział jak zawsze super :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za ciepłe słowa :) Miesiąc to nie znowu tak długo... Miałam dłuższe przerwy między rozdziałami w tej wersji bloga ;P
UsuńPozdrawiam,
summer-sky
Cześć.
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że pierwsze zdanie bardzo zniechęciło mnie do czytania (naprawdę myślisz, że w obliczu terabajtów potterowskich fanficków porzucenie bloga może w kimkolwiek wywołać poważniejsze emocje?), ale dziś wróciłam tutaj i przeczytałam. Rozdział zgrabny i uroczy, ale mimo wszystko ubogi w fabułę i akcję, szkoda. Prawdę mówiąc, zainteresowało mnie tylko kogo też Peter zamierza poderwać i z jakim skutkiem (lubię, kiedy piszący robią z niego coś więcej niż postać epizodyczną, więc doceniam ten wątek) oraz czy zamierzasz opisać Mistrzostwa, bo to zapowiada się na trudne zadanie.
To ciekawe, że chcesz zacząć pisać coś własnego, bez względu na decyzję, jaką podejmiesz, życzę powodzenia i trzymam kciuki.
Pozdrawiam - Nianiokat
Mi tam zawsze jest przykro, jeśli ktoś porzuca opowiadanie, które czytam. To tak jakby czytać książkę, gdzie nagle okazuje się, że nie ma połowy stron.
UsuńWątek Petera trochę rozwinę, bo w końcu trzeba jakoś wytłumaczyć to, dlaczego ta historia skończyła się tak, jak się skończyła. Jeśli dotrwam, to Mistrzostwa opiszę. Z jednej strony straszliwie chciałabym to opowiadanie dokończyć, ale z drugiej, coraz mniej mam z tego przyjemności. W zasadzie moją ulubioną częścią pracy są właśnie komentarze i rozmowy z czytelnikami.
Dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco,
summer-sky
Jeśli masz konkretny pomysł na tę historię (bo jeśli nie, to zupełnie inna sprawa), to chyba warto byłoby je dokończyć, choćby dlatego że setki osób zaczynają i nie kończą (czasem nawet po paru rozdziałach, co nie jest zbyt mądre), a tak mało jest spójnych, ukończonych fanficków... Zawsze warto przełamać ten stereotyp :)
OdpowiedzUsuńChociaż, oczywiście, nie wiem jak u Ciebie z koncepcją na to opowiadanie i nie wiem, czy ono wyklucza tę drugą drogę. Tak czy inaczej będzie dobrze, jeśli wciąż zamierzasz coś pisać, to na pewno :)
PS. Jeśli planujesz rozwijać wątek Petera, to spróbuj dotrwać chociaż do tego, mam w tej kwestii wieczny niedosyt, a mam wrażenie, że Ty potrafisz to zrobić porządnie :)
Pozdrawiam - Nianiokat
Przyznam się, że w główniej mierze dlatego chcę go dokończyć - żeby przełamać schemat mojego słomianego zapału :) Chociaż przydałaby mi się myślodsiewnia, alba jakiś inny ekstraktor myśli, który przerabiałby moje pomysły na pełnowartościowe rozdziały ;P
UsuńKoncepcja jest dość rozbudowana, łącznie z tą na czasy po zakończeniu Hogwartu. Jak sobie pomyśle o ilości rozdziałów i objętości do jakiej mam zamiar dojść pod koniec, zaczyna nie to coraz bardziej przerażać. Pewnie skończy się na tym, że przez siódmą klasę przemknę burza ;p
Dziękuję za wiarę w moje zdolności, ale jeśli chcesz poczytać dobra opowiadanie, w którym Peter jest bohaterem pierwszoplanowym, polecam Spowiedź zdrajcy :)
Pozdrawiam cieplutko,
summer-sky
Ja swoje pomysły gromadzę w Notatniku i później rozdzielam je chronologicznie do poszczególnych rozdziałów, ale to chyba dość prymitywna metoda ;p
OdpowiedzUsuńZ tym opowiadaniem miałam już kontakt wcześniej, ale jakoś wypadłam z rytmu, nie wiem dlaczego. Nie zależy mi, żeby to była aż główna rola, ale w tajemniczy sposób wielu twórców fanfiction zapomina, że jednak Peter był częścią paczki i mimo wszystko został Strażnikiem Tajemnicy, więc nie mógł być takim "nikim" jak to większość insynuuje :) Wszyscy go nie lubią, ale nie ma co uprzedzać faktów. Ot, takie moje czepialstwo.
Pozdrawiam serdecznie - Nianiokat
A taki zeszycik też mam, gdzie mam różne daty porozpisywane, coby potem o czymś nie zapomnieć. I pełno karteczek na których mam porozpisywane pomysły na różnego rodzaju sceny :)
UsuńTeraz jest już zakończone, więc spokojnie można nadrobić jak książkę :p
Sama też traktuje Petera po macoszemu, ale głównie przez to, że nie uczyniłam go głównym bohaterem opowiadania. Ale jego wątek na pewno jakoś poprowadzę, tylko w dużo mniejszej objętości tekstu niż losy pozostałych postaci. Rzeczywiście niezmiernie dziwne są te historie, gdzie Peter przewija się w ilości max. 2-3 zdania na kilka rozdziałów, a potem nagle bach! i zostaje Strażnikiem Tajemnicy. Ale to akurat prawda, że Glizdogona naprawdę ciężko darzyć sympatią.
Pozdrawiam gorąco,
summer-sky
Byłabym baaaaaaaaaaardzo zła !
OdpowiedzUsuńA rozdział super, jak zwykle :)
Lilka.
Dziękuję za komentarz.
UsuńPozdrawiam,
summer-sky
Bardzo się cieszę że dodałaś kolejny rozdział bo zaczęłam się bać, że porzuciłaś to opowiadanie. Również przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale szkoła nie rozpieszcza.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału to fajnie wyszedł ci opis urodzin Jamesa.
No i Peter mimo, że go nienawidzę to fajnie że nie traktujesz go jak postać, która pojawia się na kilka chwil a potem znika.
Pozdrawiam i życzę dużo weny ;D
Spokojnie, jęli kiedykolwiek miałabym porzucić to opowiadanie, na pewno o tym poinformuję.
UsuńDziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco,
summer-sky
Hej! Jestem zachwycona Twoimi pomysłami i blogiem. Naprawdę fajnie piszesz! Kolejne świetne opowiadanie, na które trafiłam przypadkiem. Masz talent, zdecydowanie powinnaś pisać dalej. Absolutnie rewelacyjna notka. Nie jestem pewna, co urzekło mnie najbardziej. Chyba, jak to się ładnie mówi, całokształt. Jesteś mistrzynią, wiesz? :DJakaś magia jest w Twoim blogu i mówię Ci to na poważnie. Nie każdy blog ma TO COŚ, tę perełkę która tak bardzo przyciąga uwagę. Cóż mogę powiedzieć ? Czekam na kolejny rozdział!
OdpowiedzUsuńGorąco, gorąco cię pozdrawiam i życzę weny!
Zapraszam do mnie :) lily-james--magic-love.blogspot.com
Dziękuję bardzo za miłe słowa ;)
UsuńPozdrawiam gorąco,
summer-sky
Jakoś mniej czułam ten rozdział, ale to chyba kwestia mojego samopoczucia. Ten blog jest naprawdę cudowny i byłoby mi bardzo przykro,gdybyś go opuściła.
OdpowiedzUsuńGorąco dziękuję za komentarz :) Mam nadzieję, że wkrótce poczujesz się lepiej.
UsuńPozdrawiam,
summer-sku
Mnie sie podobało. Mimo ze opisywalas imprezę, mie zrezygnowalas z opisu uczuć i nie zrobiłaś z nich jakichś dzikich imprezowiczów, a jednoczesnie nie Uczynilas takze Świętoszkow. Wiec mi sie podobało. Ponadto ciesze sie, ze Lily normalnie porozmawiala z Jamesem.choc troche żałuje, ze dziewczyna krzyczała na Syriusza (który mogłby w koncu jakas lekcje z tego wynieść, ale jak sie zakocha,to pewnie w koncu mu sie uda; moze i sie niech troche pomeczy; ponadto juz sam wie, jak to jest zostać opusCzonym, owiec nie powinien tak roi c...) im przerwała, bo opowieść o fortepianie zrobiła wrażenie. Faktycznie, da sie swietnie słyszeć i nie umiec tańczyć, choc chyba jest to dosc rzadke xD mysle,ze Lily znow zaliczyła jamesa ;) remus...ach, zawsze ten sam dylemat, który z jego punktu widzenia jest słuszny, ale mimo wszytskp..niesprawiedliwy. Dziewczyna,ktora go pokocha, nie bedzie miała z tym problemu, tak mysle i na to liczę. Wolałaby.żebyś prowadziła ten blog,poniewaz juz teraz lubie twoich bohaterow. Ich niejednoznacznośc, te mlodosc, ktora jednak powoli wchodzi w dorosłość. Zaparszam serdecznie na potterowskich ff-Niedoceniony.blogspot.com
OdpowiedzUsuńdziękuję za miłe słowa :) Choć tej części komentarza absolutnie nie rozumiem: mysle,ze Lily znow zaliczyła jamesa . Mogłabyś wytłumaczyć co miałaś na myśli? ;P
UsuńStarałam się to jakoś wyważyć, no to przecież Hogwart, nie powinno być imprez w stylu Skinsów;) Mój Remi, dostanie sporo miejsca w kolejnym rozdziale, więc myślę, że może rozwieję kilka zagadek dotyczących prowadzenia jego postaci w ty opowiadaniu :)
Pozdrawiam gorąco,
summer-sky
Mam nadzieję, że nie myślisz tak na poważnie o zrezygnowaniu z tego bloga. Naprawdę przeczytałam w życiu mnóstwo fanfików potterowskich, ale w żadnym nigdy nie widziałam tak rozbudowanych, szczegółowych i cudownych opisów. Nad nimi będę się zachwycała chyba do końca swojego nudnego życia, bo cały czas próbuję się nimi inspirować. Wiesz, najpierw czytam, a potem wyobrażam sobie, że moje też tak mniej więcej wyglądają (bardziej mniej w tym przypadku, no ale xD) i muszę przyznać, że minimalnie mi to wychodzi. Jednak to przez dobry pierwowzór.
OdpowiedzUsuńNie było mnie jakiś czas, przepraszam za nieobecność i braku jakiegokolwiek znaku życia pod poprzednimi rozdziałami, ale jakoś tak wyszło. Musiałam przeczytać sobie wszystkie notki od początku, bo miałam problem z ogarnieniem sytuacji, aczkolwiek już jest w porządku. Urodziny Jamesa wyszły w takim razie świetnie, chociaż zmieszany Syriusz to raczej sytuacji niecodzienna, chciałabym coś takiego zobaczyć. Albo przeżyć. Wolę chyba to drugie XD
Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję, że jednak nie masz zamiaru zrezygnować <3
Chyba troszeczkę przesadzasz z tym końcem życia :p Aż taka dobra nie jestem. Polecam wzorować się na dobrej książce niż na tym stworze.
UsuńDziękuję za ciepłe słowa i pozdrawiam gorąco,
summer-sky
Ja Cię bardzo proszę, nie rób niczego głupiego i nie porzucaj tego opowiadania -.- przykro mi będzie noo! Oczywiście zrozumiem, każdy czasem na coś traci wenę, jednak mimo wszystko bardzo bym chciała wiedzieć, jak to wszystko się dalej potoczy.
OdpowiedzUsuńNaprawdę żal mi Remusa. Chłopak boi się, że kogoś skrzywdzi, a przez to wybiera samotność. Jednak uważam, że powinien się przełamać. Przecież druga osoba z pewnością by zrozumiała. Przecież nie może być aż tak źle...
Tacy przyjaciele to prawdziwy skarb. Wiedzieli, jak bardzo James kocha Quidditcha. Zafundowali mu najwspanialszy prezent, jaki mógł sobie tylko wymarzyć. Teraz pozostaje tylko spotkanie z dziadkiem dziewczyny, tak jako dodatek do nowego Nimbusa i biletów :3
Chwila, w której Lily tańczyła z Jamesem była magiczna. Szczerze mówiąc zdziwiłam się, że dziewczyna przyjęła jego propozycję, biorąc pod uwagę jej wcześniejsze negatywne nastawienie do chłopaka. A w dodatku historia, która mu opowiedziała, była jakby znakiem, że trochę się do niego przekonała. Szkoda, że wszystko przerwała ta sprzeczka.
Rozdział jak zwykle przyjemnie i lekko się czytało :)) Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny ;*
Cieszę się bardzo, że rozdział się spodobał :))
UsuńJeśli chodzi o Remusa to do wszystkiego dochodzi kwestia traktowania wilkołaków przez magiczne społeczeństwo, więc to nie jest taka znowu prosta sprawa z tym, żeby się do tej choroby przyznać...
A w sprawie Lily i Jamesa - nie mogło być zbyt dużo cukru, bo jeszcze za wcześnie na to, aby było tak słodko ;)
Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam gorąco,
maximilienne
Lily i taki antytalent w tańcu tego się nie spodziewałam :P no ale to słodkie jak ją wziął do tańca :D a Syriusz no cóż poniekąd zasłużył na to, ale zrobiło mi się go troszkę żal :/
OdpowiedzUsuńNie można być doskonałym we wszytskim co się robi. Dlatego też, musiałm dodać Lily jakieś wady, czy antytalenty :p
Usuń