sobota, 15 lutego 2014

4. The times they are a-changin'



Wraz z nadejściem marca wszystko wskazywało na to, że zima wreszcie dobiegła końca. Śnieg stopniał już całkowicie, jedynie gdzieniegdzie pozostawiając po sobie ślady swojej bytności w postaci głębokich kałuż, omijanych przez uczniów szerokim łukiem. Wszystko budziło się do życia, poczynając od ptaków, które zaczynały śpiewać coraz głośniej z ranka na ranek, a na Wierzbie Bijącej kończąc. Ta specyficzna roślina stanowiła jedno z nielicznych drzew, rosnących na terenie szkolnych błoni, jednak w upalne dni jako jedyna nie stawała się miejscem, w którym uczniowie poszukiwali schronienia przed upalnym słońcem. Co jak co, ale agresywne uderzenia witkami, były czymś, czego studenci woleli unikać. Przecież nikt z własnej woli nie chciałby umilać sobie przyjemnego popołudnia uciekaniem przed gałązkami żyjącymi własnym życiem. Niewielu wiedziało, że wierzba została posadzona stosunkowo niedawno, bo na kilka lat przed przybyciem Huncwotów do szkoły. U podnóża pnia znajdowało się bowiem wejście do tunelu prowadzącego prosto do Wrzeszczącej Chaty, nawiedzonego budynku stojącego na jednym z dwóch wzgórz Hogsmeade, gdzie każdej pełni przebywał pewien chłopiec przemieniający się w wilkołaka.
Uczniowie zebrali się właśnie w Wielkiej Sali, aby spożyć pierwszy w tym dniu posiłek, a po nim udać się do szkolnych zajęć i obowiązków. Poranek należał do chłodnych, a sufit pomieszczenia, który odzwierciedlał panującą za murami aurę, w tym dniu zdawał się być zupełnie zwyczajną powierzchnią pomalowaną farbą na uparcie jednolitą bladobłękitną barwę. Nagle do dźwięku przyciszonych rozmów i szczeku sztućców dołączył jednostajny szum, zwiastujący przybycie porannej poczty. W magicznym świecie odbywało się to zgoła inaczej niż w przypadku mugoli, gdzie listy dostarczał człowiek zwany listonoszem. Nie, w magicznym świecie posłańcy byli zdecydowanie bliżsi gołębiom pocztowym. Sowy, które niemalże równocześnie wleciały do pomieszczenia przez otwarte okna, były przeróżnych rozmiarów oraz umaszczeń, jednak każda z nich dzierżyła przesyłkę.
Od pewnego czasu praktycznie każdego dnia na moment przerywano rozmowy i spożywanie, by zerknąć w górę i zastanowić się, czy ptaki niosą dobre czy złe wieści. Takie zachowanie zostało spowodowane narastającym niepokojem politycznym.
W magicznym świecie pojawił się podły czarnoksiężnik, nazywający siebie Lordem Voldemortem. Za cel postawił sobie oczyszczenie świata ze wszystkich, którzy według jego uznania nie powinni mieć prawa do praktykowania magii, czyli nie mieli wystarczająco czystej krwi. Zagrożonym mógł czuć się również każdy, kto nie zgadzał się z jego poglądami, nawet jeśli posiadałby nieskazitelny rodowód.
Voldemort budził taki strach, że wręcz bano się wypowiadać jego imię – zamiast tego określano go mianem Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać lub Sam-Wiesz-Kogo. Szerzyły się plotki, że zbierał popleczników i będzie chciał zrealizować swój plan; Wyspy Brytyjskie stanowiłyby jedynie początek, tego wszyscy byli pewni. Czarodzieje przeciwni jego praktykom i przekonaniom drżeli na myśl, co oznaczałyby dla nich takie zmiany. Cały dotychczasowy świat ległby w gruzach. Dla samej szkoły miałoby to katastrofalne skutki, gdyż kwestią czasu stałoby się uniemożliwienie nauki wywodzącym się z mugolskich rodzin, jak również wprowadzenie obowiązku nauki Czarnej Magii, a także terror i tortury, jeśli ktoś odważyłby się sprzeciwić. Dla czarnoksiężnika nie stanowiło różnicy, czy zabito dorosłego, czy niemowlę. Chociaż w instytucji, pod opieką dyrektora Dumbledore’a – podobno jedynej osoby, której bał się Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać – uczniowie byli bezpieczni, większość bała się o swoich bliskich znajdujących się poza bezpiecznymi murami Hogwartu.
Niezaprzeczalną prawdę stanowił fakt, że przez kraj przetaczała się fala morderstw i prześladowań, okraszona garścią innych, mniejszych lub większych przestępstw, mimo że Prorok Codzienny, który stanowił najbardziej poczytną magiczną gazetę, coraz częściej milczał na pewne tematy i nie podawał wszystkich szczegółów. Z biegiem czasu ludzie coraz bardziej upewniali się w przekonaniu, że ktoś na wysokim miejscu w redakcji jest sługą Sami-Wiecie-Kogo lub znajduje się pod wpływem czarów i przez to przeinacza fakty lub odsuwa przeróżne artykuły od publikacji.
Aby zaradzić zatajaniu informacji, od pewnego czasu ukazywało się podziemne pismo, wydawane przez nieznanych nikomu autorów, o różnych porach dnia, częściowo z tego powodu, że gazeta ukazywała się wtedy, gdy miała coś ważnego do przekazania, a dodatkowo, aby namierzenie siedziby redakcji stało się trudniejsze. Nazwa magazynu, Veritaserum, została idealnie dobrana; w rzeczywistości oznaczała eliksir, który sprawiał, że po podaniu odpowiadało się na wszystkie pytania wyczerpująco i zgodnie z prawdą, bez wyjątków – nie dało się nie odpowiedzieć, bądź przemilczeć nieodpowiednie fakty. Wszyscy wiedzieli, że sam dyrektor otrzymuje kopię, którą później rozpropagowuje wśród reszty kadry nauczycielskiej. Z niewiadomych powodów uczniowie nie mieli możliwości prenumeraty, więc musieli zdobywać egzemplarze inną drogą. Najczęściej dostawali je od rodzin, bądź starszych przyjaciół, dla niepoznaki podsyłane wraz z inną pocztą. Nawet w miejscu tak bezpiecznym jak Hogwart, lepiej ukrywać swoje przekonania. Wszyscy mieli świadomość, że niedługo przyjdzie im opuścić szkolne mury i trzeba będzie uciekać lub stanąć po jednej ze stron, możliwe, że naprzeciw osób, które kiedyś uważało się za przyjaciół.
Wśród szóstego rocznika Gryfonów dostęp do egzemplarzy gazety mieli jedynie Dorcas Meadowes, James Potter oraz Meredith Paxton, dzieląca swoją kopię z bratem. Jak co dzień od pierwszego ukazania się Veritaserum, Anton znalazł się przy nich zaraz po tym, gdy sowa wylądowała tuż obok nakrycia jego siostry, wdzięcznie wyciągając przed siebie nóżkę. Ograniczona liczba kopii zdawała się im nie przeszkadzać. W większości stanowiły one i tak wielokrotne przedruki, dużo mniej czytelne od oryginałów. Każdego czytelnika obejmowało magiczne zobowiązanie, związane z tym, że gazety można kopiować jedynie w określonej ilości, co ograniczało możliwość powielania. Dodatkowo każdy numer, niezależnie od tego, czy oryginał, czy duplikat, samoistnie spalał się po trzydziestu sześciu godzinach.
Meredith odwiązała przesyłkę od nóżki ptaka i podsunęła mu w nagrodę kawałek swojej grzanki. Puszczyk z godnością przyjął wyraz podziękowania, po czym odleciał, głośno łopocząc skrzydłami. Przyjaciele nachylili się nad dostępnymi kopiami, zazwyczaj wciśniętymi w środek Proroka Codziennego lub Wieczornego, aby móc zapoznać się z najnowszym doniesieniami.
W Wielkiej Sali panowała przenikliwa cisza. Przez te kilka minut dało się słyszeć tylko pośpieszne kartkowane gazet, ale żadnych słów czy odgłosów typowych dla posiłków. Milczenie stało się wyrazem szacunku dla wszystkich poległych i zaginionych, których lista rosła niemalże każdego dnia. Choć dzisiejsze wydanie najwyraźniej nie przyniosło żadnych okropnych wieści dla ani jednego z uczniów, nigdy nie posiadało się stuprocentowej pewności, że od chwili druku nie stało się coś złego.
Jednak nie wszyscy bali się o życie swoich rodzin. Ci, którzy należeli do popleczników Czarnego Pana, zwanych śmierciożercami, raczej nie mieli się czego obawiać, chyba że odważyliby się przeciwstawić swojemu mistrzowi. Ci, którzy nie przejmowali się wieściami, głównie Ślizgoni, dla stworzenia pozorów również siedziała w ciszy, lecz na ich twarzach malowały się dziwne, z trudem ukrywane uśmiechy. Cieszył ich nadchodzący chaos. Co poniektórzy, już nie mogli się doczekać opuszczenia tych murów i przyłączenia się do Voldemorta. Do tych osób należał między innymi Abraxas Wilkes, prefekt naczelny Ślizgonów z ostatniego roku, spoglądający kątem oka na swoją bandę. Później nie miał co liczyć na władze i posłuch, przeznaczone mu było stać się jedynie marionetką w rękach Czarnego Pana, służącą do spełniania wyższych celów, lecz absolutnie mu to nie przeszkadzało. Podobnie jak czarnoksiężnik uważał, że świat należy oczyścić z wszelkiego plugastwa.
Podniósł wzrok, spoglądając na uczniów innych domów. Miał dość tego, że musiał przebywać wśród tego motłochu szlam, aczkolwiek starał się nie wychylać. Na razie zwracanie na siebie uwagi dyrektora wydawało się zupełnie niepotrzebne; jeszcze stary bałwan zechciałby go nawracać. Tymczasem lepiej siedzieć cicho i udawać, że jest się poza tym wszystkim. Nigdy nie wiadomo, co wymyśli ten stary piernik; chyba w końcu istniał jakiś powód, dla którego bał się go nawet Lord.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, wzdrygnął się gdy na sekundę zawieszając wzrok na znanych mu mugolskich dzieciach, szybko jednak przeniósł go na innych uczniów. Wręcz nie mógł się doczekać, aż opuści te mury i będzie mógł pokazać im wszystkim, że nigdy nie powinni byli się tu znaleźć.
Klasa, w której odbywały się zajęcia eliksirów, znajdowała się głęboko w lochach. Większość uczniów nie przepadała za tymi obszarami szkoły, jako że panoszyła się tu wszechobecna wilgoć, a w powietrzu unosił dziwny, piwniczny zapach mokrego mchu wyrastającego między kamiennymi cegłami, oraz niespotykanych grzybów. Można bowiem zobaczyć tu narośle o bulwiastych kształtach, chowające się poza zasięgiem światła pochodni, czy cieniuteńkie warstwy fioletowego pyłu, które lepiej omijać szerokim łukiem, ponieważ w przeciągu sekundy potrafiły przybrać znaczące rozmiary, po czym pęknąć, rozsiewając przy tym straszliwy odór, mający za zadanie odstraszyć rzekomych intruzów. Trzeba przyznać, że mechanizm obronny grzyba doskonale spełniał swoje zadanie.
Do sali, gdzie obywały się zajęcia, wszedł właśnie profesor, a za nim do środka wtoczyła się czerwono-zielona grupa uczniów. Takie połączenie studentów nie uchodziło za najfortunniejsze, jako że uczniowie Gryffindoru oraz Slytherynu stanowili największych wrogów spośród wszystkich domów Hogwartu. Ślizgoni byli najmniej lubianą ze wszystkich grupę, dlatego gdy dochodziło do większych sporów czy meczów quidditcha, w których te dwie drużyny stawały naprzeciw siebie, pozostałe dwie społeczności zazwyczaj brały stronę Gryfonów.
Za dzisiejsze zadanie uczniowie mieli uwarzenie eliksiru euforii, który powodował przypływ energii. Zanim zabrali się do pracy, profesor przeprowadził krótkie wprowadzenie teoretyczne, mówiąc przede wszystkim o tym, że z eliksirem tym należy uważać, gdyż miał silne działanie uzależniające.
Horacy Slughorn pełnił rolę opiekuna Slytherinu i należał do ludzi niskiego wzrostu; na okrągłym brzuchu opinała się kamizelka ze złotymi guzikami, którą nosił tak często, że zdawał się z nią nie rozstawać. Na głowie dało się jeszcze dostrzec resztki siwych włosów, gdyż łysina opanowała znaczącą powierzchnię jego czaszki. Profesor posiadał miłą aparycję, zdawał się wiecznie uśmiechać pod obfitym srebrzystym wąsem, jednak lepiej go nie denerwować, bo wtedy wygląd zmieniał się o sto osiemdziesiąt stopni. Dodatkowo dość łatwo irytował się, gdy coś szło nie tak, jak to sobie zaplanował.
Nie dało się ukryć, że nauczyciel uwielbiał przebywać w towarzystwie wpływowych lub wyjątkowo utalentowanych osób. Z tego też powodu założył Klub Ślimaka, zrzeszający uczniów, którzy jego zdaniem mogli osiągnąć coś w przyszłości. Czasami im pomagał, a z pewnością dowartościowywał i motywował do dalszej pracy, aby móc się później chwalić, że poznał się na kimś, gdy ten jeszcze znajdował się w Hogwarcie. Często mógł w zamian za to liczyć na pewne korzyści lub podarki od swoich wychowanków.
Gdy tylko mężczyzna skończył mówić, wszyscy w pośpiechu zabrali się do pracy, jako że nie mieli czasu w nadmiarze. Część z nich szybkim krokiem podeszła do szafki z ingrediencjami, aby zaopatrzyć się w te składniki, jakich nie posiadali w prywatnych zbiorach, inni natomiast ustawiali kociołki i za pomocą zaklęć rozpalali pod nimi ogień.
– Mam! – powiedziała po chwili Skyler, wysypując na stół, a następnie rozdzielając przyniesione rzeczy między siebie i Lily, uśmiechającą się właśnie lekko w ramach podziękowania. Niezmiernie cieszyła się, że przyjaciółce udało się dość szybko załatwić sprawę, bo pozostali kłócili się właśnie o ostatnią garść abisyńskich fig. Kociołki obu dziewczyn zaczynały się rozgrzewać za pomocą ognia, rozpalonego wcześniej przez Evans.
– Trzeba brać się do roboty! – mruknęła, zarzucając rude włosy za ramię, gdy tylko zauważyła, że Severus Snape zdążył wykonać już pierwszy punkt instrukcji.
Nie zawsze panowała między nimi rywalizacja; kiedyś, jeszcze przed pójściem do szkoły byli ze sobą blisko. To właśnie ten chłopiec o ziemistej cerze, czarnych oczach i przetłuszczonych włosach w tym samym kolorze oraz zadartym nosie wprowadzał ją w tajniki świata magii. Przyjaźń utrzymywała się aż do piątej klasy, kiedy to Lily została nazwana przez chłopaka szlamą, co pozostawało dla niej najgorszą obelgą. Mimo wielu prób przeprosin, nigdy nie potrafiła mu wybaczyć. Przestała nawet reagować na sytuacje, kiedy Huncwoci starali się uczynić go pośmiewiskiem, niezależnie od tego, że przez pięć lat próbowała chronić chłopaka, hamując zapędy czwórki gryfonów.
Kiedy zajęcia dobiegały końca, jedynie nieliczne eliksiry uzyskały pożądany wygląd. Lily i Severus pracowali w pocie czoła, aby tylko zdążyć na czas, a co nawet ważniejsze, aby zdążyć przed sobą nawzajem. Lily pochyliła się nad kociołkiem, aby zamieszać znajdującą się w nim wywar ostatnie trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a następnie przelać próbkę eliksiru do fiolki, jednak gdy zarzuciła włosy za ramię i podniosła wzrok, zauważyła, że chłopak, aż pękający z dumy, odstawiał właśnie buteleczkę na biurko nauczyciela. Tak bardzo nienawidziła przegrywać. A już w szczególności z nim. Z tym, który śmiał uważać się za jej przyjaciela, gdy tak naprawdę miał ją za nic. Wpadł w złe towarzystwo, gdzie wpojono mu te wszystkie oświecone prawdy na temat czystości krwi. Choć dziewczyna nie chciała tego przyznać, w głębi tęskniła za przyjacielem. Wiedziała, że wystarczyłoby jedno słowo, aby ponownie znalazł się u jej boku, jednak nie potrafiła mu wybaczyć. Nie wyobrażała sobie, jak miałaby przebywać tak blisko niego i za każdym razem, gdy spojrzałaby mu w oczy dostrzegłaby tę samą nienawiść, jaką były wypełnione, kiedy przy wszystkich wykrzyczał, że jej krew nie jest wystarczająco czysta, by mógł się zadawać z dziewczyną. Nadal na samo wspomnienie czuła dziwny ucisk w gardle. Drżącą ręką wlała eliksir do flakonika, po czym przeszła na przód klasy, za wszelką cenę starając się nie patrzeć na Severusa.
Rozległ się dzwonek oznajmiający koniec zajęć. Uczniowie zaczęli się pakować, sprzątać miejsca pracy, a niektórzy korzystali jeszcze z ostatnich sekund na dokończenie zadania. Potter, jedyny Huncwot uczęszczający na eliksiry, odstawił ampułkę, której zawartość pozostawiała wiele do życzenia, na biurko Slughorna, po czym – po uprzątnięciu swojej części stołu – opuścił lochy.
W sali wejściowej zebrał się właśnie spory tłumek gapiów. James liczył, że uda mu się w miarę szybko dojść do cieplarni, gdzie – jak myślał – będą na niego czekać przyjaciele. Dlatego też bardzo się zdziwił, gdy zobaczył wystającą ponad tłumem jasnobrązową czuprynę Lupina. Zmarszczył lekko brwi i podszedł bliżej, aby zorientować się w sytuacji. Pokręcił lekko głową, gdy ponad wszystko wybił się charakterystyczny śmiech Syriusza, trochę przypominający szczekanie psa. Przepchnął się przez tłum i zauważył, że pozostali Huncwoci dopadli Snape’a. Chłopak ślęczał nad znajdującą się w tej chwili na podłodze zawartością torby. Chociaż tak naprawdę na razie niewiele się działo, uczniowie zebrali się wkoło, licząc, że widowisko się rozwinie.
Przyzwyczajony do podobnych sytuacji, Ślizgon spokojnie przyklęknął na jedno kolano, tak, aby z łatwością pozbierać rozsypane rzeczy. Nie spodziewał się jednak, że Gryfon jeszcze z nim się skończył. Gdy tylko Snape pochylił głowę, Syriusz zaklęciem narzucił mu szatę wierzchnią na głowę tak, że chłopak nie potrafił jej oderwać.
– Co, Smarku, coś ci się przyczepiło do długiego nochala? – zakpił Black, czym wywołał niepohamowany chichot Petera kryjącego się za jego ramieniem.
Remus jak zwykle nie pomagał im w dręczeniu chłopaka, ale też nie robił nic, aby przestali. Po prostu stał z boku, przyglądając się całemu zajściu.
James zerknął na zegarek kieszonkowy, odziedziczony po dziadku, po czym zaciskając go w dłoni zamarzył o spokoju Henry’ego. Gdy podniósł wzrok, spostrzegł, że Lily właśnie wyszła razem ze Skyler z lochów; gdy zauważyła Severusa klęczącego na podłodze nawet się nie zatrzymała, tylko przeczesała włosy palcami, po czym razem z przyjaciółką wyszły na błonia.
W czasie, gdy chłopak nadal męczył się z szatą, która całkowicie uniemożliwiała mu widzenie, Potter przecisnął się do przyjaciół. Syriusz przywitał go radośnie, licząc, że Rogacz pomoże mu w dręczeniu Ślizgona. Jakież było zdziwienie Łapy, gdy okularnik zagrodził mu drogę, zmuszając go tym samym do opuszczenia różdżki.
– Chyba już dość na dziś… Chodź, spóźnimy się na zajęcia, Syriuszu – powiedział James stanowczym i poważnym tonem, wskazując głową na drzwi wyjściowe.
Black spojrzał na niego zaskoczony, przykładając mu dłoń do czoła, aby sprawdzić, czy aby nie ma gorączki.
– Wszystko z tobą w porządku, bracie? – spytał Syriusz podejrzliwie, odsuwając się od przyjaciela o krok. Zachowanie przyjaciela było dla niego niepojęte, gdyż po raz pierwszy odmówił przyłączenia się do ich żartów. Nigdy wcześniej taka sytuacja nie miała miejsca, niezależnie od konsekwencji.
Potter tylko wzruszył ramionami, po czym ruszył przez rzednący tłum w kierunku błoni. Wcisnął dłonie w kieszenie, starając się zachować spokój i nie zareagować na zawistne spojrzenie, które rzucał mu Smark. Nikt poza samym Jamesem nie mógł wiedzieć, jak dużej samokontroli wymagało takie postępowanie. Wciąż powtarzał sobie w duchu: musisz dorosnąć, musisz dorosnąć, musisz dorosnąć. Dobrze wiedział, że zachowanie, jakie zaprezentował przed chwilą Łapa, stało się jednym z głównych powodów, przez które Lily go znienawidziła. Zimne powietrze zmroziło mu płuca, gdy tylko przeszedł przez próg szkoły. Szedł szybkim krokiem w stronę cieplarni, gdzie miały się odbyć zajęcia zielarstwa, aby znaleźć się jak najszybciej w jej wnętrzu.
– Rogacz! Co się z tobą dzieje? – zapytał Syriusz, gdy dogonił przyjaciela. Remus i Peter zostali w tyle, a przed nimi ścieżka świeciła pustkami. Choć miał tylko kilka minut, okoliczności wydawały się wręcz idealne na poważną rozmowę, którą musiał teraz przeprowadzić. Odetchnął głęboko, mimo że z każdym wdechem czuł w klatce piersiowej ukłucia tysiąca igiełek. Tak bardzo nie przepadał za bieganiem.
– O co ci chodzi? – odparł James spokojnie, jakby nic się nie stało. Wciąż powtarzał sobie w myślach: musisz dorosnąć, wtedy ona cię zechce.
– Zastanawiam się po prostu, co się stało z moim najlepszym kumplem, naczelnym psotnikiem Hogwartu, że nagle nie chce dokuczać Smarkerusowi! – prawie krzyknął Black, nie mogąc pojąć, czemu przyjaciel nie tylko nie chciał się z nimi bawić, ale również zabronił się im bawić w ogóle. Przecież jeszcze nigdy nikomu nie stała się krzywda, a do tej pory zawsze mieli przy okazji takich sytuacji kupę śmiechu. Tym bardziej nie potrafił pojąć, dlaczego Rogacz nie tylko nie chciał się z nimi bawić, ale również zabraniał im się bawić w ogóle.
– Kiedyś w życiu trzeba dorosnąć, Łapko. Dzieciństwo nie będzie trwało wiecznie… – westchnął chłopak, wciąż myśląc o tym, co jeszcze będzie musiał zrobić, by zdobyć niedostępną pannę Evans. Czuł, że swoim zachowaniem rani przyjaciół, ale… Czyż Lily nie miała choć odrobiny racji mówiąc im, że przesadzają? Choć do tej pory nie chciał tego zauważyć, to teraz, gdy Snape nie miał nikogo, kto byłby skłonny ich zatrzymać, James zdał sobie sprawę, że Ślizgon znalazł się w naprawdę parszywej sytuacji. 
Oczywiście to nie tak, że chłopak nie potrafił oddać – wręcz przeciwnie. Severus jednak nigdy nie robił tego publicznie, zgrywając przed wszystkimi pokrzywdzoną ofiarę.
– Tylko tak mówisz – obruszył się, zaplatając ręce na piersi. Dokładnie wiedział, że przyjaciel nie mówi całej prawdy i wydawało mu się, że nawet zna powód. – Ale tak naprawdę chodzi o nią, prawda? Dokładnie tak, jak zawsze. Już nawet Smarkerusowi nie chcesz dokuczać! Wytłumacz mi to! – Ostatnie zdanie prawie wykrzyczał. Wezbrała w nim złość nie na Jamesa, lecz na tego rudego potworka.
Co w niej było takiego, że Rogacz chciał wszystko dla niej poświęcić? I czemu, do cholery, tak bardzo mu na niej zależało? Niby czemu była lepsza od wszystkich innych dziewczyn i czemu aż tak mu zależy na tym, żeby się z nią umówić? I czemu, do cholery, to musi być akurat ona!? Przecież mógłby być o wiele szczęśliwszy z jakąś inną panną, a co najważniejsze nie musiałby się tak chłopak męczyć. Można by znaleźć pęczki takich, które umówiłyby się z Potterem z pocałowaniem ręki… – Bo ja tego nie rozumiem. Może i jestem zimnym draniem, a Krukonki zawarły Przymierze Przeciw Urokowi Osobistemu Blacka, ale…
– Naprawdę? – wpadł mu w słowo Rogacz, po części chcąc tylko zmienić temat.
Prowadzenie tej rozmowy i tak nie miało większego sensu. Syriusz zapewne nie zrozumie. Już nie pamiętał, a raczej usilnie wyrzucał wszystkie wspomnienia dotyczące tego prawdziwego stanu zakochania. Nie chciał posiadać wspomnień o mugolce, która złamała mu serce. Teraz jedynie spotykał się z różnymi dziewczynami, nie darząc przy tym żadnej z nich prawdziwym uczuciem. A on, James Potter, teraz już dokładnie wiedział, co czuje do tej nieprzystępnej, rudowłosej osóbki. To właśnie z nią chciał opuścić te mury i już nigdy nie wypuścić jej z objęć. Szkoda, że o tym nie wiedziała. Wciąż miała go za tego dzieciaka, który nigdy nie dorośnie i się nie zmieni.
– Naprawdę. – Zaśmiał się Black, choć bardziej przypominało to szczekanie psa. Poprawił krawat, który jak zwykle zawiązywał w pośpiechu, więc węzeł pozostawiał wiele do życzenia. – Rogacz! – otrząsnął się po chwili Łapa, stając w pół kroku. Odwrócił się do przyjaciela i uniósł wyciągniętą dłoń na wysokość jego twarzy. – Próbujesz zmienić temat! Nie ze mną te numery – stwierdził dobitnie, kiwając palcem wskazującym, jak do małego dziecka, gdy udało mu się przejrzeć plan przyjaciela. Zastanawiał się równocześnie, jak on mógł sądzić, że w ogóle da się na niego nabrać.
– Nie, skądże – stwierdził, po czym skupił wzrok na drodze. Czuł, że choć ton głosu zdołałby może i ukryć prawdę, oczy zdradziłyby wszystko, dlatego starał się patrzeć na mijane kamienie, a nie na przyjaciela. Ponownie wsunął ręce w kieszenie i westchnął cicho, wiedząc, że Syriusz i tak wszystkiego się domyśli.
– James, nie traktuj mnie jak uczuciowej kaleki.
– Kiedy ty właśnie jesteś uczuciową kaleką – odparł okularnik, wzruszając lekko ramionami. Niepewnie spojrzał na chłopaka, lustrując zmiany zachodzące na jego twarzy. Nie miał pewności, jak Łapa zareaguje na takie oskarżenie. Przeczucie się sprawdziło, żadna część ciała Blacka nie wskazywała, żeby w jakikolwiek sposób przejął się tym, co usłyszał. Albo rzeczywiście słowa nie wywarły na nim żadnego wrażenia, albo opanował wszystkie nerwy swojej twarzy, albo rzeczywiście zapomniał. Zupełnie tak, jak tego pragnął.
– Panie Potter, czyż nie dostrzega pan, iż właśnie staram się mu pomóc, gdyż panicz jest mym najlepszym przyjacielem, choć najwyraźniej nie posiadam ku temu odpowiednich kwalifikacji?
– Teraz mówisz jak prawdziwy Black. Niezwykle szlachetnie – stwierdził James, pohamowując śmiech. To, że miał takiego wspaniałego przyjaciela, na którego zawsze mógł liczyć, napawało go niezwykłym szczęściem. Zerknął przez ramię; pozostała dwójka Huncwotów nadal zachowywała bezpieczny odstęp, tak jakby wiedzieli, że nie powinni się wtrącać.
– Ale teraz na poważnie, panie Rogacz. Czy wszystko jest w porządku? Ty już jej nawet nie zaczepiasz. Dlatego cała ta sytuacja jest chyba ponad moją percepcję… – westchnął Syriusz, obrzucając przelotnym spojrzeniem ostatnie grudy śniegu zalegające obok ścieżki.
 James po części stanowił dla niego zagadkę, chociaż nie mieli przed sobą tajemnic. Syriusz po prostu nie potrafił do końca zrozumieć, jak można darzyć kogoś taką pasją. On sam i Ona – ta, której imię tak usilnie starał się wyrzucić z pamięci, czy się kochali? Teraz nie potrafił już tego powiedzieć tak na pewno. Wtedy oczywiście miał tę niezachwianą pewność i to właśnie ona stała się powodem ogromnej tragedii. Najpierw Ona rozdeptała mu serce, które, choć posklejane taśmą z niemałą pomocą przyjaciół, do dzisiaj nie potrafiło działać poprawnie. A może po prostu nie potrafił sobie wyobrazić, aby zdołało ponownie wpaść w ten stan, tak panicznie obawiając się powtórki z rozrywki. Co prawda ponownie nie zostanie wydziedziczony, lecz nadal przechodzą go ciarki na samo wspomnienie tego mrocznego okresu w życiu. Nie chciał dopuścić do tego, aby i przyjaciela spotkało coś podobnego. Nie mógł pozwolić, żeby i on stał się taki jak on. Potwór z dziurą zamiast serca.
– Oj Łapo… – westchnął Potter, mierzwiąc sobie włosy. Wiedział, że wypowiedzenie postanowienie na głos stanowiło ostatni etap jego spełnienia. Teraz, gdy zaistnieją świadkowie, nie będzie już odwrotu. – Staram się dorosnąć, rozumiesz? Dla niej. Aby wreszcie dała mi szansę – urwał, patrząc na przyjaciela. Przygryzł dolną wargę zastawiając się nad czymś przez dłuższa chwilę. Syriusz patrzył na niego zaciekawiony, zastanawiając się, co jeszcze padnie z jego ust. – Jestem pewien, że jeszcze kiedyś cię to spotka – dodał James, patrząc na przyjaciela niepewnie. Doskonale wiedział, że nieważne, ile murów by postawił i jak dobrze starał się przed tym chronić, miłość prędzej czy później go dopadnie.
– Muszę rzucić Dorcas – stwierdził Łapa, zatrzymując się o krok od szklanej elewacji.
– Dlaczego? – spytał przyjaciel, choć zachowanie Blacka absolutnie nie wykraczało poza znany schemat, dlatego też nie wywołało u niego ani krzty zdziwienia. Jakby to powiedzieć, takie zdanie wypowiedziane przez Syriusza stanowiło jedynie kwestię czasu.
– Z dziewczynami to same problemy… – westchnął, kładąc dłoń na klamce drzwi do cieplarni.
Wiedział, że James ma rację. Musiał zrobić wszystko, żeby już nigdy się nie zakochać. A to oznacza odsunięcie wszystkich kobiet, do których zdąży poczuć cokolwiek więcej prócz pożądania.
– Ale i tak nie możesz bez nich żyć – skwitował w odpowiedzi przyjaciel, przechodząc przez próg. Ciepłe i wilgotne powietrze momentalnie otuliło jego zziębnięte ciało. Choć do dzwonka pozostawało jeszcze kilka minut, w cieplarni przebywała już znaczna część uczniów uczęszczających na zajęcia zielarstwa. Przybycie kolejnych uczniów nie zwróciło niczyjej uwagi, jako że wszyscy zajęci byli sobą, prowadząc ciche rozmowy zagłuszane szmerem działających zraszaczy i nawilżaczy powietrza. 
– Tak właśnie – mruknął Łapa, krzywiąc się przy tym lekko. O ile życie byłoby łatwiejsze, gdyby nie kobiety!
Potter spojrzał niepewnie na przyjaciela, unosząc przy tym brwi. Nie był pewien, czy kiedykolwiek będzie w stanie zrozumieć jako postępowanie. Przecież zakochanie to taki cudowny stan!
Tak, dopóki miłość cię nie skopie i nie zrzuci z wieży astronomicznej, tylko po to, żeby zakopać cię jeszcze głębiej.
Tak, chyba jednak powoli zaczynał rozumieć, o co chodziło Syriuszowi w tym jego dziwnym i pokręconym toku myślenia.

Aktualizacja: 5 grudnia 2015.

24 komentarze:

  1. muszę przyznać że coraz bardiej wciągam się w te historię. bradzo podoba mi się dokładność, z jaką tworzysz opisy, jak równiez to, że skupiasz się w nich zarówno nad znanymi nam z sagi faktami, jak i własnymi pomysłam, nawet jeśli sprawiło to, że przez prawie połowę notki mało co się działo; tworzenie klimatu jest równie ważne, jak nieważniejsze, niż właściwa akcja. To sprawia, że opowiadanie jest wiarygodne, że widać, iż mocno pracujesz nad tą historią. jednocześnie pewne fakty dotyczace bohaterów dozujesz, co jest dobrym, lec znieco denerwującym zabiegiem - chodzi mi tutaj o aluzję dotyczącą przeszłości Blacka z tajemnicza dziewczyną,która złamała mu serce - jest to zdecydowanie jakąs innowacyjność i może ytłumaczyć jego stosunek do kobiet (biedna Drocas swoją drogą;(), choć mnie zawsze wydawało się, że jest to wychowanie, że musiał dorosnąć. ale cóż, tutaj też musi dorosnąć, podobnie jak i James, który co nieco zrozumiał i badzo dobrze zachował się powyższym poście. nawet jeśli Lily tego nie widziała. Może nie zmienia się tylko dla niej, co mnie cieszy. podoba mi się Twoja narracja i łatwośc przechodzenia w opisach z jednego bohatera na drugiego; na zmiany w poglądach itd(przykład ślizgońskiego prefetka). z niecierpliwością czekam na kolejny post i zapraszam do siebie zapiski-condawiramurs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strasznie mi miło, aż się zarumieniłam. Mogę tylko zapewnić, że to tak ładnie wygląda. Nie masz najmniejszego pojęcia, jak muszę się namęczyć nad tym, żeby przechodzenie między bohaterami miało sens i było wiarygodne. O rozbudowanych opisach nawet nie wspominając :p

      Co do Blacka, ta dziewczyna pojawiała się już w prologu. Chciałam, żeby Syriusz miał jakieś sensowne wytłumaczenie dla wydziedziczenia, a nie tylko to, że był Gryfonem (bo jeśli to miałoby być powodem, czemu matka zwlekała z tym aż tak długo?). Wydawało mi się, że miłość do mugolskiej dziewczyny uwiarygodni sprawę. A to, że się biedak przejechał i go zraniła, to zupełnie inna sprawa.

      Pozdrawiam gorąco,
      summer-sky

      Usuń
    2. Nie, nigdy nie twierdziłam, że samo gryfoństwo spowodowało to wyrzucenie z domu... Dodatek mugolskiej dziewczyny brzmi wiarygodnie... Ale dlaczego tak z nim postąpiła, to dla mnie zagadka, którą - mam nadzieję-rozwiązesz xD
      zaprazam do mnie na nowość zapiski-condawiramurs.blogspot.com

      Usuń
  2. Hi
    Dawno u Ciebie nie komentowałam. Sama nie wiem czemu...
    Rozdział bardzo mi się podobał. Lily już nie zwraca uwagi na znęcanie się nad Severusem. Miałaś dobry pomysł z tą gazetą działającą w Podziemiu. Mam nadzieje ,że napiszesz coś więcej o tej dziewczynie ,która złamała Łapie serce. Założyłam bloga o huncwotach i od razu dodałam Cie do linków.

    GNOMMIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat gazeta jest z pierwszej wersji, więc to żaden świeży pomysł.

      Co do dziewczyny, to nie planuję za bardzo rozwijać tego wątku, ale myślę, że na pewno będzie się ona czasami pojawiać w rozmowach lub myślach Blacka. Ale... jak będę miała kiedyś czas, a osób chętnych na poznanie tej historii będzie więcej, może uda mi się napisać jakiś special episode? ;)

      Pozdrawiam gorąco,
      summer-sky

      Usuń
  3. Żebyś widziała moją reakcję, jak zobaczyłam nowy rozdział...Nawet nie potrafię tego nazwać, bo wielka radość to za mało xD

    Strasznie podoba mi się Twój styl pisania. Jest taki lekki i bardzo wciągający. Gdy tylko zaczyna się czytać rozdział, nie można się od niego oderwać! To opowiadanie po prostu uzależnia, taki blogowy narkotyk :) Swoją drogą, to chyba najlepsze opowiadanie o Lily i Jamesie, jakie miałam okazję przeczytać, naprawdę. Postacie nie są sztuczne, a James nie mówi ciągle tego samego, czyli "Evans, umówisz się ze mną?". Pokazujesz ich z całkiem innej strony, tej normalnej. I bardzo podoba mi się motyw ze zmianą Pottera na doroślejszego. Tego jeszcze nie widziałam :D

    Mimo że nie działo się za wiele w tym rozdziale, bardzo mi się podobał. Podczas kolejnego zamieszania z Severusem, James zachował się naprawdę odpowiedzialnie i okropnie szkoda, że Lily tego nie zauważyła :( Mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie jakiś motyw rozmowy między nią a Potterem, bo w Twoim wykonaniu jest to niezwykle urocze :)

    Nie wiem, co jeszcze napisać, co mnie dręczy, bo mam w głowie tysiące myśli i nie potrafię ich tutaj przelać, ech...Po prostu urzekłaś mnie tym opowiadaniem i możesz być pewna, że będę z Tobą tak długo, jak tylko to możliwe :D Życzę duuuuużo pomysłów i jeszcze więcej weny, aby zawrzeć te pomysły tutaj :P Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że naprawdę ciężko mi uwierzyć, że ktoś mógłby mieć taką reakcję na nowy rozdział, więc pewnie bardzo bym się zdziwiła :p

      Ojejkujejku, strasznie mi miło za takie komplementy *rumieni się*

      Tak, myślę, że można się spodziewać rozmowy między Lily i Jamesem, ale nie będzie ona raczej dotyczyć Severusa.

      Ostatnio rozdziały wychodzą mi jakieś takie... opisowe :/

      Dziękuję, dziękuję dziękuję :) Na pewno to wszystko bardzo się przyda :)

      Pozdrawiam gorąco,
      summer-sky

      Usuń
  4. No niee :D
    Jak Ty to robisz, że pomimo takiej długości rozdziału, czyta się go niemal w mgnieniu oka? c:
    Wiesz, chciałabym Ci tu strzelić długo komentarz, ale wybacz :( Muszę powoli zmykać, bo komputer jest nieco stary -czyli słychać go stanowczo zbyt głośno - tata wstaje wcześnie rano i co za tym idzie, ciutkę może u przeszkadzać szum.
    W każdym razie ja nadal zachwycam się szablonem ♥ Jest po prostu cudny.
    Co do rozdziału, to genialny jak każdy. Podobał mi się James :3 I ach, Syriusz, kochany Syriusz.Mimo tego, że męczy Smarkerusa, to i tak go uwielbiam.
    I wiesz, jakoś tak jeszcze spodobało mi się, że Lily nie zwróciła uwagi na Severusa. Niech bubek ma za swoje, chociaż i tak odrobinę mi go szkoda. No ale cóż, mógł myśleć, zanim obrzucił ja taką obelgą.
    I tak jakoś... Kurczę, szkoda, że Evans chociaż z daleka nie zobaczyła, jak James się zachował :c Cóż, ale wiadomo - dopiero 4 rozdział, więc mają jeszcze czas :D

    Pozdrawiam gorąco :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, i jeszcze jedno: przeczytałam teraz Twój komentarz dot. dziewczyny i Syriusza i o tym, że gdyby chętnych było więcej, może byś coś napisała. Ja się podpisuję, znaczy: miałabym ochotę przeczytać coś o tym, jeśli tylko znalazłabyś wystarczającą ilość czasu, weny i chęci :3
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Sama się nad tym zastanawiam, bo jak ja mam go przeczytać, żeby znaleźć błędy, zajmuje mi to zaskakująco dużo czasu :p

      Szablon jest nadal niegotowy, czekam na poprawki, które są już nawet zrobione, tylko dalej jest problem z tłem... U Ciebie widać je normalnie, czy nie zajmuję całego ekranu? A co z kółkami? Bo np. u mnie dwa są ucięte :p

      Jakoś nigdy nie zdołałam polubić Severusa, nawet po jego wyznaniu w ostatnim tomie... Dlatego myślę, że można odczuć moją niechęć do tej postaci. Jakoś nie bolało mnie, gdy pisałam tę scenę ;P

      Zobaczę co da się zrobić w takim razie, jeśli ktoś jeszcze będzie chętny :) Mam nadzieję tylko, że poprawi mi się plan bo na tę chwilę czarno widzę mój czas wolny... :/

      Pozdrawiam cieplutko,
      summer-sky

      Usuń
    3. Co do kółek to ucina mi ostatnie, a jeśli chodzi o tło to na jednym ekranie mam wąski czarny pasek na dole, a na laptopie są dwa wąskie po boku. Mimo tego i tak szablon jest śliczny :3
      Jeśli chodzi o Severusa, to moja sympatia do tej postaci wzrosła nieznacznie w ostatnim tomie, choć i tak daleko mi jeszcze do tego, żeby go polubić. Jakoś tak... po prostu nie cierpię go mniej niż wcześniej. Jednak ze względu na to, że słabo bawi mnie wyśmiewanie się z osób, to trochę szkoda mi w takich momentach Snape'a :D
      Pozdrawiam :3

      Usuń
    4. Dziękuję, ale mimo wszystko mam nadzieję, że w miarę szybko dostanę ten szablon po poprawkach.

      W rzeczywistości też mi żal osób, które są szykanowane, ale jakoś Severusa mi nie żal. Mógł się nie pchać do ślizgońskich koleżków i śmierciożerców, skoro tak kochał mugolkę. Jakoś po prostu nie potrafię pojąć jego toku myślenia.

      Pozdrawiam gorąco :)

      Usuń
  5. Przeczytałam wszystkie rozdziały właściwie jednym tchem i mogę śmiało powiedzieć, że uwielbiam Twoje opisy! :) Wciągnęłam się strasznie, jestem bardzo ciekawa jak Lily zareaguje na zmiany zachowania James'a i jak długo on sam wytrwa w tym postanowieniu żeby dorosnąć. Syriusza rozumiem, nie dość że miał złamane serce to teraz boi się że na rzecz dziewczyny straci najbliższego przyjaciela. Jestem nowa tutaj na blogspocie, co prawda kilka lat temu prowadziłam opowiadanie na blog.onet i tutaj próbuję je reaktywować, ale nie za bardzo orientuję się jak wszystko tutaj działa. Czy możesz mnie w jakiś sposób informować o nowych rozdziałach? :) Byłabym wdzięczna i jeśli masz ochotę to zapraszam do zerknięcia na moje opowiadanie. Pozdrawiam! :) [whispered-oath]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi bardzo, w szczególności, że bardzo nie lubię ich [opisów] pisać :)

      Jeśli chodzi o Lily, myślę że zalążek tego co będzie myśleć macie już w tym rozdziale - jeśli huncwoci są zbyt spokojni, należy spodziewać się niebawem dużych kłopotów :p

      Też jestem dzieckiem onetu, tam stawiałam pierwsze kroki w blogosferze, jednak to co się tam teraz dzieję zupełnie uniemożliwia prowadzenie tam bloga.

      Pozdrawiam gorąco,
      summer-sky

      Usuń
  6. Charlotte Lauderdale20 lutego 2014 16:38

    Nareszcie xD
    James mnie zadziwił. Nie sądziłam, że tak naprawdę w ogóle coś zrobi w tym kierunku żeby dorosnąć. Teraz tylko pytanie jak długo wytrzyma ;d
    Czytałam wczoraj i miałam tyle kwestii do poruszenia, ale teraz nic już nie pamiętam.
    Pozdrawiam i oby nowy pojawił się jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś musiał zrobić, żeby Lily go zechciała :p Ale masz rację z tym dotrzymaniem może być ciężko... Chociaż... Należy zwrócić uwagę na to, jak bardzo pan Potter potrafi być uparty ;)

      Pozdrawiam gorąco,
      summer-sky

      Usuń
  7. Hej :) Uwielbiam opowidania o Huncwotach, więc dość szybko zapoznałam się z Twoim, które od razu przyciągnęło mnie ładnym stylem. Ciekawa historia, choć bardzo mało fabuły, chociaż widzę, że dopiero się rozkręcasz. Mam kilka uwag, które nasunęły mi się przy czytaniu, a może przydadzą Ci się w przyszłości. Po pierwsze, nie spodobała mi się Twoja wizja Glizdogona jako niby-Huncwota, przede wszystkim dlatego, że nie jest kanoniczna. Lily i James nigdy nie uczyniliby go swoim Strażnikiem Tajemnicy, gdyby chociaż częściowo było to prawdą. Rozumiem, że przez to, co wiemy o przyszłym Peterze trudno jest opisywać go z większym dystansem, ale warto się postarać. Po drugie, taka duża zażyłość pomiędzy Lily i Remusem też trochę zgrzyta w naszym potterowskim świecie, ale na pewno jest mniej uciążliwa niż ta pierwsza kwestia. I po trzecie, zupełnie drobiazgowo, Wierzba Bijąca została zasadzona w roku przybycia Huncwotów do Hogwartu, a nie kilka lat wcześniej :) Ale to chyba wszystko, co przyszło mi na myśl, ogólnie podoba mi się Twoje opowiadanie i jestem ciekawa dalszego ciągu, dodaję Cię sobie do linków. Czy jest szansa na poinformowanie o nowym rozdziale?
    Pozdrawiam - Nianiokat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem w wielu przypadkach ciężko mówić o kanoniczności w przypadku czasów huncwotów. Zbyt wiele mamy luk. Nie mam tu na myśli osób czy wydarzeń, ale właśnie relacji między bohaterami. Syriusz (a tym bardziej Remus) jakoś nie są skorzy do zbyt wielu opowieści, a wyznanie Severusa z ostatniej części, jakby nie patrzeć, jest dość subiektywne.
      Z resztą, mam zamieszczone ostrzeżenie dotyczące Petera w zakładce Wielka Sala, ponieważ większość oceniających również cały czas wypomina mi, że w historii jest go za mało. Ja nie mówię, że oni nigdy nie będą się przyjaźnić. Gdy opuszczą mury szkoły ich relacja się zmieni, a i powody dlaczego wybrali akurat Glizdogona na strażnika będą wytłumaczone.

      Natomiast co do relacji Lily-Remus, nie znalazłam w książkach nic, co mówiłoby o tym, że taka relacja nie ma prawa istnieć. Wiadomo, że się przyjaźnili, a po słowach jakimi Remus opisuję dziewczynę można sądzić, że była to zażyłość dłuższa i głębsza, z czego można wnioskować, że zaczęła się wcześniej niż Evans zeszła się z Potterem.

      A co do Wierzby, to wydaje mi się, że była jedynie wzmianka na temat, że drzewo zostało posadzone specjalnie dla Lunatyka. Skoro ten został pogryziony w dzieciństwie, a dyrektor już wcześniej podjął decyzję o jego przyjęciu, mógł podjąć również kroki przystosowanie dla niego terenów szkolnych. Wysunęłam założenie, że drzewo posadzono chwilę wcześniej, ale oczywiście to sprawdzę. Z tego co mi wiadomo, nie ma zaklęcia przyspieszającego wzrost magicznych roślin (gdyby istniało, Sprout potraktowałaby nimi mandragory w drugim tomie, zamiast czekać aż dojrzeją), więc takie drzewo trzeba by posadzić chwilę wcześniej, żeby spełniało swoje zadanie.

      Jeśli chodzi o informowanie, dodałam dla ciebie informowanie za pośrednictwem email - znajduje się w tej wysuwanej zakładce ;) Będzie to bezpieczniejsze, bo z moją sklerozą pewnie zapomniałabym ci wysłać powiadomienie ;P

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco,
      summer-sky

      Usuń
  8. Ja nie twierdzę, że Petera jest mało, ale wnosząc z wypowiedzi Syriusza i Remusa o tym, że dawniej poświęciliby dla niego życie, niemożliwe wydaje się, aby dopuścilli go tylko do części tajemnic i to z przymusu. Jednak skoro mówisz, że po Hogwarcie jakoś rozbudujesz te relacje, to jestem ciekawa :)

    Oczywiście, w żadnej z książek nie ma informacji, że między Lily i Remusem takiej zażyłości NIE było, jednak wydaje mi się, że taka głęboka przyjaźń zostawiłaby głębszy ślad, chociaż oczywiście są to tylko moje domysły.

    A co do Wierzby Bijącej jestem pewna, że w książce było zdanie, że została posadzona w tym samym roku, w którym Lupin pojawił się w szkole, więc mniejsza o magiczne przyspieszacze, ale tak to sobie Rowling podejrzanie obmyśliła :)

    Dziękuję za takie ułatwienie, chętnie skorzystam :)

    Pozdrawiam - Nianiokat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Wybacz za taki niespójny komentarz, wszelkie błędy i powtórzenia, ale pisałam na szybko, bo muszę wracać do projektu]

      To, że Remus o tym nie mówi, wcale nie znaczy, że taki "ślad" nie istnieje. To tak jakby założyć, że Remus nigdy wcześniej nie kochał, bo nie pozostał na nim "ślad" (o którym wiemy). Może po prostu nie mówił o tym, jakie piętno odcisnęła na nim Lily, bo było to dla niego zbyt bolesne, czy cokolwiek... Może wynika to jedynie z faktu, że huncwoci nie dostali zbyt wiele miejsca w serii, w porównaniu do ilości stron całości. Stąd też czasy huncwotów pozostawiają dość spore pole do domysłów ;) Akurat taki miałam plan - jakoś poukładany Remus i grzeczna, sumienna Lily mi do siebie pasują.

      Wierzbę znalazłam, kajam się pokornie i już zmieniam. Nie wiem czemu, ale cały czas miałam wrażenie, że to wyrażenie pochodziło z filmu, co do którego pozwalam sobie czasami na pewne niezgodności.

      Pozdrawiam gorąco :)

      Usuń
  9. Wybacz mi, dobry człowieku, bo dopiero teraz, gdy skomentowałaś moją notkę, zdałam sobie sprawę z tego, że zapomniałam przeczytać Twój rozdział!: (( Obiecuję, że jak tylko ogarnę fizykę, wrócę i wszystko nadrobię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie się tym nie przejmuj! Sama mam takie blogowe zaległości, że aż mnie przerażają.

      W takim razie z niecierpliwością czekam na obiecany komentarz ;)

      Usuń
    2. Dotarłam! :D Ja nie lubię mieć zaległości, potem mam wyrzuty sumienia xD Ale czasem po prostu nie mam wyboru. Muszę ogarnąć naukę, a dopiero później zabrać się za blogowanie.
      Masz przecudny styl, bogate słownictwo. Używasz wyrazów, o których ja często nawet bym nie pomyślała. A w dodatku wszystko jest płynne. Każde zdanie jest dokładnie przemyślane i dopasowane do reszty. Podziwiam Cię za to, naprawdę!
      Bardzo lubię Syriusza. Od zawsze wzbudzał we mnie pozytywne emocje. W dodatku widać, że świetnie dogaduje się z Jamesem. Taki przyjaciel to prawdziwy skarb.
      Potterowi bardzo zależy na Lily. Jest w stanie poświęcić nawet swoje dzieciństwo, by jej zaimponować. Szkoda, że nie widziała wtedy jego zachowania. Może zmieniłaby swoje nastawienie do chłopaka...
      Voldemort od zawsze wzbudzał strach. Z pewnością trudno jest żyć pod jednym dachem z jego zwolennikami. Ech, ten Slytherin...
      Jeszcze raz serdecznie Cię przepraszam :* Następnym razem postaram się poprawić :* Pisz szybko, życzę Ci duuużo weny! Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Ja najczęściej mam tak, że jak już się nazbierają zaległości, to jest ich tyle, że mnie przerażają swoją ilością i ciągle odkładam je na później, co tylko sprawia, że bardziej się spiętrzają...

      A bardzo dziękuję :) To jest chyba coś co wychodzi, gdy zaczyna się coś pisać od początku. Teraz pluję sobie w brodę, bo mogłam już dobijać do około 30 rozdziału w pierwszej wersji. Więcej czasu zabiera mi poprawianie niż pisanie od nowa, taka prawda.

      Jakby teraz zobaczyła i od razu zmieniła swoje nastawienie, to ta historia niczym nie różniła się od opeczek, w których ta para schodzi się już w 4-5 rozdziale :p Tak łatwo to tu nie będzie :P

      Następny rozdział ma już prawie cztery tysiące słów, a jeszcze około tysiąca zostało mi do poprawienie, gdzie wiem, że chce dopisać jeszcze kilka akapitów... Więc myślę, że uwinę się z tym szybciej, niż dostaniecie. Musiałabym wreszcie zacząć pisać coś do przodu, ale ledwo nadążam, żeby być na bieżąco...

      Naprawdę nie masz za co przepraszać, sama zawsze przychodzę z opóźnieniem ;P najważniejsze że w ogóle jesteś :)

      Pozdrawiam gorąco :)

      Usuń

Obserwatorzy

Follow by Email