środa, 31 grudnia 2014

16. Through this sleepless night



– Teraz milcz – powiedział James cicho, lecz stanowczo do Lily, ciągnąc ją za rękę w kierunku kanapy, na której wcześniej spała. Dalej leżał na niej porzucony w nieładzie koc. – Kładź się – nakazał ściszonym głosem.
– Ale…
– To nie czas na żadne ale. Chcesz dostać szlaban? – spytał nagląco. Naprawdę nie mieli teraz czasu na jej humory, jeśli mieli uniknąć przyłapania. Evans, choć bardzo niechętnie, posłusznie położyła się na kanapie, opierając głowę tuż obok kolan Pottera. – I udawaj, że śpisz – dodał jeszcze Rogacz.
Po kilku chwilach portret skrzypnął i do pokoju weszła profesor McGonagall. Strumieniem światła oświetliła pomieszczenie, zauważając kilku pogrążonych we śnie uczniów. Wiedziała, że powinna teraz obudzić i przywołać wszystkich Gryfonów, ale chociaż nie miała do tego serca, przepisy to przepisy. Kobieta zgasiła różdżkę, po czym zatoczyła nią w powietrzu szerokie koło. W tym samym momencie do drzwi każdego z dormitoriów zapukała tajemnicza siła, budząc śpiących uczniów.
Powoli, jeden za drugim, ziewając, przecierając oczy oraz potykając się o przydługie szlafroki lub piżamy, uczniowie schodzili do pokoju wspólnego.
– Prefekt patrolujący korytarz został zaatakowany niegroźnym, bardzo prostym zaklęciem. Zarządzono sprawdzenie, kto za tym stoi, stąd też musieliście się zebrać – powiedziała nauczycielka, gdy wszyscy zgromadzili się w salonie. Wyczarowała pergamin, po czym zaczęła po kolei odczytywać z niego listę obecności. Musiała mówić stosunkowo głośno, by zagłuszyć przyciszone rozmowy poruszonych Gryfonów.
– Dorcas Meadowes? – wyczytała kolejne nazwisko. Na krótką chwilę w pomieszczeniu zapadła cisza, przerwana głośnym ziewnięciem jednego z drugorocznych, któremu McGonagall posłała karcące spojrzenie. – Meadowes? – wywołała po raz kolejny, rozglądając się po pokoju. – Czy Dorcas opuściła dormitorium? – spytała, przenosząc wzrok ze Skyler na Lily, a następnie na Meredith.
– Spałyśmy dzisiaj w pokoju wspólnym, pani profesor. Chciałyśmy dać Dorcas trochę przestrzeni – powiedziała Skyler zaspanym głosem.
Ręka Lily wystrzeliła w górę. Nic ją nie obchodził Potter, rzucający właśnie karcące spojrzenie, ani czekający ją szlaban. Nadal martwiły ją wcześniejsze przypuszczenia odnośnie celu podróży Meadowes. A co, jeśli dziewczyna rzeczywiście chciała się skrzywdzić? Ciarki przebiegły Lily po plecach.
– Tak, panno Evans? – Profesor utkwiła w niej swoje spojrzenie.
– Ja… – zaczęła niepewnie, nakręcając kosmyk włosów na palec wskazujący. – Ja widziałam, jak Dorcas wychodziła z wieży. I martwię się, że mogła zrobić sobie coś złego.
– Czemu od razu nie przyszła pani do mnie? – spytała nauczycielka z niedowierzaniem i oburzeniem. Lily, zła na samą siebie, pokręciła głową, z wyrazem zagubienia w oczach, na co Minerwa westchnęła ciężko. – No dobrze, jak widać sprawa najprawdopodobniej została rozwiązana… Możecie wracać… – dodała.
– Nie! – krzyknęła Lily, gdy dotarło do niej, co właśnie zrozumiała McGonagall. Wcale nie chciała zrzucić winy na pogrążoną w żałobie koleżankę – tylko chronić. – Dorcas nie zaatakowała tego prefekta – dodała stanowczo Evans, ściągając na siebie wzrok każdej osoby znajdującej się w pomieszczeniu.
– Co ma pani na myśli? – spytała opiekunka Gryffindoru, spoglądając na swoją podopieczną, nerwowo przeczesującą palcami włosy.
– To… – zaczęła Lily, lecz głos jej się załamał. Marzyła, by znaleźć się w innym miejscu, gdzie nie czułaby tych wszystkich spojrzeń. – Ja to zrobiłam – dodała stanowczo, wypuszczając z płuc całe zgromadzone powietrze. Ku swojej rozpaczy, wcale nie poczuła się lepiej.
Po kim jak po kim, ale po Evans się tego nie spodziewała. McGonagall była prawie pewna, że Lily kogoś kryła. Wzorowa uczennica, prefekt, nigdy wcześniej nie sprawiała kłopotów. Dlaczego nagle miałaby zacząć atakować innych uczniów?
– Panno Evans, proszę do mnie podejść. Reszta może się rozejść do łóżek – stwierdziła Minerwa głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Wszyscy zebrani niechętnie skierowali się do dormitoriów nadstawiając przy tym uszu, licząc, że uda im się wyłowić jeszcze jakieś fragmenty rozmowy.
Lily już chciała ruszyć w kierunku nauczycielki, gdy James chwycił ją za rękę.
– I co jej powiesz? Przecież nawet nie miałaś różdżki – spytał Potter, patrząc jej głęboko w oczy. Wiedział, że McGonagall raczej nie uwierzy w tłumaczenia Evans. Mimo że nie znał Dorcas zbyt dobrze, nie mógł przecież pozwolić, by dziewczyna cierpiała za jego błędy.
Evans spojrzała na niego groźnie, po czym wyszarpnęła dłoń i podeszła do opiekunki. Ku ich zaskoczeniu, James nie opuścił Lily na krok.
– A co pan tu robi, panie Potter? Proszę wracać do łóżka – ponagliła opiekunka, odprawiając go ruchem dłoni.
Rogacz nie dał się tak łatwo zbyć.
– To nie ona rzuciła zaklęcie, tylko ja. – Profesor spojrzała na niego, nawet nie kryjąc zaskoczenia. Zamieszanie w tę sprawę jednego z Huncwotów wydawało się więcej jak prawdopodobne. – Delatrius – powiedział cicho James na potwierdzenie swoich słów. Z różdżki wyłoniło się mgliste wspomnienie ostatniego z użytych zaklęć.
– Cóż, różdżka nie kłamie. Proszę ze mną – stwierdziła opiekunka, wzdychając. Choć czyn Pottera ściągał winę z Evans, Minerwa czuła, że dziewczyna nie bez powodu chciała wziąć odpowiedzialność na siebie. McGonagall pchnęła obraz Grubej Damy i skierowała koki do gabinetu.
– No i co jej powiesz? – Lily szeptem powtórzyła wcześniejsze słowa Jamesa, gdy podążali za nauczycielką zimnymi korytarzami.
– Prawdę – odszepnął James, w momencie, gdy Lily odwróciła się zaskoczona, by spojrzeć za Dorcas mijającą ich właśnie w towarzystwie dyrektora.
– A czy teraz któreś z was mogłoby mi wytłumaczyć o co tak naprawdę chodzi? Potter, czemu zaatakowałeś prefekta?! Czy ciebie Merlin opuścił?! A ty, Evans? Co w ogóle robiłaś poza wieżą Gryffindoru? Przecież to zupełnie do ciebie nie podobne! – wyrzuciła McGonagall, gdy stanęła za biurkiem w swoim gabinecie, a oni zdążyli już usiąść we wskazanych fotelach.
Lily aż zakręciło się w głowie, a żołądek jakby podskoczył do gardła. Wyrzuty sumienia sprawiły, że na policzkach wykwitły czerwone plamy. Zawsze starała się być wzorową uczennicą, żeby pokazać, że zasługiwała na pobyt w Hogwacie. Ostatecznie pochodziła z rodziny mugoli i z tego powodu na każdym kroku czuła powinność udowodnienia, że nie popełniono błędu tego dnia, kiedy jej imię znalazło się na liście przyszłych studentów.
W gabinecie wciąż zalegała gęsta cisza. Evans wbiła wzrok w kolana.
– Dostanę wreszcie odpowiedź na swoje pytanie? – ponagliła nauczycielka, siadając naprzeciw.
– To nie Lily rzuciła zaklęcie – odparł tępo James, wpatrując się uparcie w dłonie splecione na podołku.
– To już wiemy, panie Potter. Bardziej interesuje mnie całe zajście. A najbardziej odpowiedź na pytanie: jaki mieliście powód, aby zaatakować prefekta patrolującego korytarze?
– W obronie własnej – odparł chłopak tym samym tonem, co poprzednio, nadal nie podnosząc wzroku. Rzadko kiedy zachowywał się tak karnie, ale coś mu podpowiadało, że tym razem może znajdować się w większych tarapatach niż kiedykolwiek wcześniej. W końcu chodziło o napaść na ucznia – coś, co nie ujdzie mu płazem. Miał świadomość, że za takie wykroczenie można nawet zostać usuniętym ze szkoły. Musiał dobrze rozegrać tę partię, żeby wyjść z tego jak najmniejszym szwankiem.
– Już prędzej byłabym skłonna uwierzyć, że wymknęliście się na schadzkę i chcieliście uniknąć szlabanu – powiedziała Minerwa, wzdychając. Chłopak już tyle razy siedział na tym miejscu, niezmiernie często starając się wmówić niestworzone historyjki, tylko po to, by uniknąć kary, że teraz nie chciała mu wierzyć. A jednak wyczuwała coś takiego w postawie i tonie głosu, z czym jeszcze nigdy się u niego nie spotkała. Mogłaby nawet dać wiarę, że to prawdziwa skrucha. – Niby przed czym mielibyście się bronić?
Lily wiedziała, że powinna cos powiedzieć, ale równocześnie miała wrażenie, jakby umysł wymazał wszystkie niezbędne ku temu słowa. Bała się, że cała historia okaże się jedynie początkiem. W dodatku czuła, że to nie czas i nie miejsce na niepotrzebne wychylanie się z szeregu. Czuła wyrzuty sumienia, bo przecież powinna mieć więcej odwagi; w końcu przydzielono ją do domu lwa, lecz obezwładniający strach okazywał się w tej chwili silniejszy.
– Czy ty insynuujesz, że Wilkes chciał napaść na Evans? – spytała w końcu McGonagall podnosząc głos, gdy nie otrzymywała od żadnego z nich odpowiedzi. Niedowierzała, że Potter wysunął takie oskarżenia. Kategorycznie odrzucała możliwość, jakoby chłopak mówił prawdę. – Panno Evans, na Merlina! Proszę coś powiedzieć! Pan Potter wysuwa poważne oskarżenia, a wychodzi na to, że tylko pani może nam cokolwiek wyjaśnić. – Uniosła się opiekunka, zdenerwowana ich niechęcią do jakiejkolwiek współpracy. Fakt, że milczeli, jedynie potęgował zdenerwowanie z powodu zaatakowania prefekta.
– Groził mi Obliviate – odparła cicho Lily, wciąż nie podnosząc wzroku. Zachowywała się, jakby znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Dopadły ją fale sparaliżowania, tak jakby dopiero teraz w pełni zdała sobie sprawę z całego zdarzenia. W oczach krył się smutek i strach, lecz także poczucie przegranej. A tak bardzo starała się wyjść na dobrą czarownicę.
– Czy mogłabyś nam powiedzieć, co się tak właściwie stało? – spytała McGonagall, niespodziewanie spokojnie, zadowolona, że dziewczyna wreszcie postanowiła zabrać głos.
Evans opowiedziała pokrótce całe wydarzenie, choć nie była ku temu do końca przekonana. Bała się, że cała sytuacja może szybko obrócić się w coś jeszcze gorszego.
– Niestety, mimo wszystko, muszę was ukarać. Znacie regulamin, oboje chyba aż nazbyt dobrze, wiecie więc, że uczniom nie wolno przebywać poza domami w trakcie ciszy nocnej. – Spojrzała na nich odrobinę sceptycznie. – Proszę się zgłosić jutro po zajęciach, przekażę szczegóły dotyczące szlabanu. Idźcie już. Ja muszę udać się do dyrektora – powiedziała McGonagall, wzdychając ciężko. Nie sądziła, że kiedykolwiek dożyje czasów, kiedy uczniowie będą się nawzajem atakować, nie w formie wzajemnego dokuczania. Wprawdzie wydawało się to mało prawdopodobne, chciała się łudzić, że całe zajście nie miało nic wspólnego z wojną tocząca się poza murami zamku.
James i Lily szybko opuścili gabinet nauczycielki transmutacji, po czym ruszyli w stronę wieży Gryffindoru, nie odzywając się do siebie. Za oknami powoli rozjaśniał się horyzont, aczkolwiek do wschodu pozostało jeszcze trochę czasu. James westchnął głośno na myśl o kolejnym czekającym go szlabanie. Chociaż jakby popatrzeć na to z drugiej strony… przynajmniej spędzi go w miłym towarzystwie.
– Ciekawe, co wymyśli dla nas McGonagall… – spytał, chcąc zagaić rozmowę. Spojrzał na Evans i dopiero wtedy dotarło do niego, że Lily płakała. Szybko odwróciła wzrok, winiąc się za to, że pozwoliła sobie na takie zachowanie przy Potterze. – Lily? – zapytał półgłosem, w przyjacielskim geście kładąc dłoń na ramieniu.
– Proszę, nie mów nikomu – powiedziała szeptem, wciąż na niego nie patrząc i starając się jakoś zapanować nad emocjami, raz po raz ocierając wilgotniejące oczy.
– Oczywiście – odszepnął.
– Dziękuję – odpowiedziała jeszcze ciszej, łamiącym się głosem.
James niepewnie objął ją ramieniem, prowadząc w stronę wieży. Ku zdziwieniu Pottera, Evans nie opierała się, ale szybko zrzucił to na karb dzisiejszych przeżyć. Kątem oka zauważył, że łez przybywało. Zupełnie nie wiedział, jak się zachować.
Nikt nie potrafiłby przewidzieć zachowania Lily. Nagle stanęła w pół kroku, po czym wykonała półobrót, w wyniku którego wylądowała prosto w ramionach Jamesa, plamiąc mu koszulę łzami. Chłopak, niezmiernie zaskoczony, delikatnie objął Evans, dłonią subtelnie gładząc jej włosy.
Płacz przybrał na sile; nawet ją samą to zdziwiło. Jednak, gdy tak stała, a on szeptał uspokajające inkantacje, przez krótką chwilę poczuła się, jakby już nikt nigdy nie mógł jej skrzywdzić.
Nie było żadną tajemnicą, że w Hogwarcie ściany miały uszy. Nie należało się więc dziwić, że wydarzenia wczorajszej nocy niezwykle szybko obiegły szkolne mury.
Niestety od prefekta nie dało się wyciągnąć żadnych konsekwencji, ponieważ de facto do niczego nie doszło, więc rada pedagogiczna znalazła się w impasie. W tej chwili wszystko opierało się na zeznaniach Evans i Pottera oraz zaprzeczaniu Wilkesa, jakoby cała sytuacja nie miała miejsca. Słowo przeciwko słowu. I choć Dumbledore chciałby, nie mógł chłopaka ukarać nawet szlabanem, bo ostatecznie to Abraxas, a nie Lily i James, miał prawo przebywać na tamtym korytarzu.
James, zmierzając na śniadanie, co pewien czas przyjmował powinszowania. Potter nie sądził, że zrobił w ostatnim czasie cokolwiek, co sugerowałoby pochwały, nie znajdował również możliwości składania gratulacji z powodu zamrożenia Wilkesa. Zaistniała sytuacja wprawiała wielu uczniów w niedający się opanować niepokój.
Dopiero gdy do śniadania zasiadł Syriusz, jak zwykle spóźniony, zagadka Rogacza została rozwiązana.
– Jak nie wiem, jak to zrobiłeś, ale strasznie się cieszę z twojego szczęścia. Tylko wytłumacz mi łaskawie, dlaczego mi nie powiedziałeś, że Evans wreszcie zgodziła się z tobą umówić?! Zaoferowałbym jakąś pomoc albo wsparcie moralne… – powiedział, sięgając po koszyk z bułkami, a następnie energicznie smarując wybraną masłem.
– Wsparcie moralne? Że niby od ciebie? – wpadł mu w słowo Remus kpiąco. – Od wsparcia moralnego jestem ja, eejit! – dodał, wywołując tym samym chichot Petera. 
Potter przysłuchiwał się tej wymianie zdań, gdy nagle wszystko połączyło się w zgrabną całość.
–To nieprawda – przerwał trwającą nadal rozmowę, przy czym lekko posmutniał. Ile by dał, żeby te plotki okazały się prawdą.
– Wiedziałem! – wykrzyknął Syriusz tonem, sugerującym, że było dokładnie na odwrót. Przerwał nakładanie pomidorów na podwójną warstwę żółtego sera i wędliny, po czym spojrzał na przyjaciela z miną zbitego psa. – Ale spokojnie, brachu. Jeszcze ci się uda – dodał, klepiąc przyjaciela po plecach. Teraz zrobiło mu się głupio, że zareagował w taki sposób, dając Jamesowi do zrozumienia, jakby zupełnie nie dawał mu szans. A przecież Łapa wierzył w Rogacza, tylko nie w związek z rudowłosym potworkiem!
Nagle Syriusz niemalże podskoczył na ławie, gdy w stół tuż obok niego uderzyła drobna dłoń.
– Czy możesz mi łaskawie wytłumaczyć, czemu wszyscy uważają, że się zeszliśmy? – spytała Lily ostro, chyba odrobinę zbyt głośniej niż miała w planie, ponieważ zwróciła na siebie uwagę siedzących nieopodal osób.
Czemu on zawsze musi wszystko zepsuć?!, zastanawiała się. Nie potrafiła pojąć, jak można być tak nadętym bałwanem.
– Ale… – zaczął James skołowany. Szczerze powiedziawszy, nie bardzo miał pomysł, co miałby odpowiedzieć. Przecież to nie jego wina, że ludzie wygadywali takie bzdury!
– Wiesz co? Nic nie mów. Nawet nie mam ochoty cię słuchać – powiedziała, gestykulując gwałtownie. – Merlinie, daj mi siłę – wymamrotała jeszcze pod nosem, odchodząc.
James patrzył za nią zdezorientowany, w miarę jak wychodziła z Wielkiej Sali, przeczesując palcami włosy. Ta dziewczyna rzeczywiście robiła z niego idiotę. Po prostu odbierała mu rozum. Nie miał zielonego pojęcia, jak do niej podejść, żeby jej nie spłoszyć. Ponieważ James Potter posiadał absolutną pewność, że cała niechęć i agresja Lily, to jedynie zasłona dymna prawdziwych uczuć. Dlatego nie mógł się poddać. Nigdy.
– Lily! – krzyknął, wybiegając za nią z jadalni. Evans jednak ani myślała się zatrzymywać. – Lily, zaczekaj! Lily… – zaczął ponownie, zrównując się z Lily i stopniowo dopasowując się do nadanego tempa. Dziękował Merlinowi, że w przeciwieństwie do Blacka nie miał nic przeciwko bieganiu.
– Daruj sobie, Potter! Jak mogłeś rozpuścić taką informację… – urwała, po czym ze świstem nabrała powietrza w płuca. – Jak mogłam być taka głupia!? – wykrzyknęła, równocześnie odwracając się i splatając ręce na piersiach.
– Pewnie tego nie zrobisz, ale musisz mi uwierzyć, że dzisiejszy poranek zaskoczył mnie równie mocno jak ciebie – stwierdził krótko, co Evans skomentowała jedynie prychnięciem i pokręceniem głową. Powolnym krokiem podeszła do jednego z okien, opierając dłonie na parapecie. Za szklaną taflą rozciągały się szkolne błonia, prezentujące bajeczną pogodę. Zieleń aż uderzała po oczach, a jezioro odbijało promienie porannego słońca. Dało się nawet dostrzec Hagrida krzątającego się przy swojej chatce. Wierzba bijąca poruszyła się lekko, powodując poderwanie się do lotu wielu ptaków, które korowodem zatoczyły koło i przysiadły na gałęziach drzew Zakazanego Lasu.
Lily westchnęła ciężko, jakby słowa, jakie miała wypowiedzieć, stanowiły nie lada problem.
– Dziękuję za wszystko, co zrobiłeś dla mnie ubiegłej nocy – powiedziała nagle cicho, przerywając milczenie.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odparł, podchodząc do niej, po czym delikatnie położył dłoń na ramieniu w podnoszącym na duchu geście. Ku zdziwieniu Rogacza, tym razem nie strząsnęła jej tak od razu.
Po zajęciach James i Lily, zgodnie z obietnicą, stawili się pod gabinetem opiekunki Gryffindoru. Rogacz zapukał, po czym energicznie nacisnął na klamkę sądząc, że bez problemu ustąpi. Ku jego zaskoczeniu, tak się jednak nie stało. Nim zdążyli zastanowić się, jaki jest tego powód, obok nich pojawiła się McGonagall.
– Ze względu na egzaminy, wasza kara rozpocznie się w przyszłą sobotę. Proszę stawić się w holu punktualnie o godzinie dziewiątej. Odmaszerować – powiedziała szybko profesor. Położyła rękę na rączce, ale zauważając, że uczniowie nadal nie odchodzą, spytała: – Wszystko jasne? Macie jakieś pytania?
James już chciał wyrazić jakiś komentarz dotyczący wyjścia do Hogsmeade, które przepadnie z powodu kary, lecz widząc ostrą minę opiekunki, szybko ugryzł się w język. Pokręcili głowami, po czym Minerwa zniknęła we wnętrzu swojego gabinetu, a Gryfoni skierowali się w stronę swojej wieży.
Lily milczała przez dłuższą chwilę, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
– Możesz mi wytłumaczyć jeszcze jedno? – spytała nagle, zatrzymując się w pół kroku i unosząc w górę palec wskazujący. Korytarz pustoszał; gdzieniegdzie przemykali jeszcze pojedynczy uczniowie wracający do dormitoriów.
– Tak, Lily? – spytał Potter, uśmiechając się. Wyglądała niezwykle słodko, gdy tak intensywnie nad czymś myślała. Dodatkowo czuł dziwne, nieznane wcześniej podniecenie perspektywą zbliżającego się szlabanu.
– Jak, na brodę Merlina, McGonagall nas wczoraj nie widziała na tym piekielnym korytarzu? Przecież minęła nas, nie dalej jak o stopę!
– Ma się te sposoby! – odparł James z szerokim uśmiechem. Lily natomiast ściągnęła usta i założyła ręce na piersiach, czekając, aż Potter wszystko wytłumaczy.
– Spokojnie, złośnico – zaśmiał się. – Nie masz co tu stać; teraz i tak niczego się nie dowiesz. Wszystko w swoim czasie, Lily – dodał, oddalając się w kierunku wieży Gryffindoru.

Aktualizacja: 5 grudnia 2015.

14 komentarzy:

  1. Wróciłam do domu o czwartej nad ranem i zobaczyłam, że dodałaś nowy rozdział, ale nie miałam już siły go przeczytać. Teraz przeczytałam i już komentuję. ;-)
    Ta nasza kochana Lily jak zwykle stara się być wzorową uczennicą, przez co wpakowała w kłopoty i siebie i Jamesa. Miejmy nadzieję, że szlaban jaki przygotowała dla nich McGonnagall nie będzie zbyt uciążliwy. Już sam fakt, że ominie ich sobotnie wyjście do Hogsmade powinno być karą.
    Teraz, gdy Dumblledor ma, choć nikłe, dowody na to, że w zamku przebywają zwolennicy Voldemorta, powinien jeszcze raz przemyśleć propozycję Dorcas. Moim zdaniem to naprawdę dobry pomysł, by spróbować zrekrutować nowych, młodych i pałających wiarą w wygraną ludzi.
    Lily jak zwykle przesadziła z reakcją. Od razu wyszła z założenia, że to James rozpuścił te głupie plotki, a znając życie na zamku, powinna się domyślić, że albo ktoś ich widział, albo to portrety rozniosły po zamku tę nowinę.
    I naprawdę podoba mi się Potter, kurczę tak fajnie zachowuje się w stosunku do Lily. Mam nadzieję, że w następnym rozdziale pokażesz nam jak minie im szlaban.
    Tobie również życzę wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku i dużo weny twórczej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W powyższej sytuacji nie chodziło wcale o bycie dobrą uczennicą, ale raczej o bycie dobrą koleżanką, czy może nawet jeszcze prościej – dobrym człowiekiem.
      Jeśli chodzi o reakcje Lily, to czy Ty nie pomyślałabyś tego samego?
      Tak, tak, w kolejnym rozdziale szlaban ;)
      Pozdrawiam,
      maxie

      Usuń
    2. Tak, wiem, że chodziło o bycie dobrym człowiekiem i nie wkopanie Dorcas w kłopoty.
      Nie wiem czy nie pomyślałabym tego samego, co Lily. Wydaje mi się, że nie jestem aż tak wybuchowa, żeby zaraz przy całej szkole wykrzyczeć swoje żale, ale możliwe, że również złożyłabym winę za te plotki na Jamesa. Któż to wie?
      Już się nie mogę doczekać tego szlabanu, jestem ciekawa, co też ta McGonnagall wymyśli :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Cześć!
    Uwielbiam tego bloga, niedawno go odkryłam i śledzę go na bieżąco, z tego co wiem, nie skomentowałam więc robię to tu i teraz.
    Masz duży talent do pisania, twój blog przypadł mi do gustu. Nie cierpię Jily, ale u Ciebie całkiem przyjemnie się to czyta! :)
    Co do rozdziału: Perfekcyjna Pani Prefekt (PPP) już nie taka perfekcyjna ;) Coś czuje do Rogacza, ale nie chce się przyznać. Za to Jamie stara się za wszelką cenę o jej względy.
    Co do Dorcas: ona jest prawie we wszystkich blogach, to moja najmniej ulubiona postać, bo zawsze to samo- dziewczyna Syriusza, miłość taka wielka, wow i te sprawy, ale parę blogów wychwyciłam (w tym Twój ;D ), w których naprawdę da się ją lubić. Szkoda mi jej z powodu rodziców i ją podziwiam - nie załamała się i postanowiła przystąpić do Zakonu. Cenię ją.
    W następnym rozdziale liczę na więcej Remusa (wybacz, ale to moja ulubiona postać, nie tylko u Ciebie, ale wszęęęędzie) i Skyler (którą bardzo polubiłam ;) ) oraz opisu szlabaniku :D
    No. Kończę.
    Szczęśliwego Nowego Roku, weny, szczęścia, spełnionych marzeń, śniegu w zimie i słoneczka w lecie, uśmiechu, przyjaciół i co tam jeszcze ;P
    ~Rekin
    PS: Jestem dziewczyną. Nick bywa mylący, wybacz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj!
      Muszę przyznać, że niesamowici miło mi to słyszeć :)
      Nie wiem skąd się wzięło to przekonanie, że Lily musi być doskonała. Nikt nie jest perfekcyjny i staram się to pokazać u siebie. Nie chciałam zrobić z Evans niesamowicie nudnej, ale równocześnie niestabilnej emocjonalnie dziewczyny, tak jak to jest poprowadzone na większości blogów.
      Przyznam się, że z Dorcas mam podobnie. Zawsze mnie to zastanawiało, skąd się wziął szablon na tą postać.
      Przykro mi to mówić, ale kolejny rozdział jest wolny od Remusa. Natomiast można się go spodziewać w kolejnym ;)
      Pozdrawiam,
      maxie

      Usuń
  3. Wow! Ale zaskoczenie! Wchodzę a tu rozdział! :P
    Maxie, ja chyba nie mam za dużo do powiedzenia... bardzo dobry rozdział. Chyba jeden z najlepszych dotychczas ;) Cóż, bardzo mi się podoba jak powoli rozwijasz sytuacje między tą ukochaną dwójką <3 Mam takie przeświadczenie, że tak właśnie powinno to się między nimi toczyć. Z jednej strony od czasu do czasu przeżywam pewne znudzenie ich historią, gdyż w moim wyobrażeniu nie jest wypełniona nagłymi zwrotami akcji i spektakularnymi scenami miłości czy kłótni. A jednak jest coś w nich co sprawia, że niezmiennie od lat urzeka mnie ta miłosna historia. Dzięki Tobie na nowo się w niej zakochuję :)

    Tobie również szczęśliwego Nowego Roku i dużo, dużo weny, motywacji i wytrwałości :) no i oczywiście powodzenia w nadchodzącej sesji! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział przypadł do gustu ;)
      Osobiście nienawidzę, gdy akcja poprowadzona jest tak, że Lily wraca na ostatni rok i nagle ma bum, jak to James wyprzystojniał(!), teraz musze z nim być! Co z tego, że siano w głowie ma dalej to samo. No nie mogę wręcz z tak poprowadzoną osią Lily-James. I też nie przepadam za tymi, gdzie Lily jest tak do granic możliwości niemiła i niezrównoważona, że to wręcz niemożliwe, żeby Potter się w niej zakochał i tylko latają po szkole z tym wyświechtanym dialogiem, oczywiście obowiązkowo pisanym caps lockiem. Dlatego u mnie jest trochę inaczej ;)
      Za życzenia gorąco dziękuję.
      Pozdrawiam cieplutko,
      maxie

      Usuń
  4. podobało mi sie, ze Lily stanęła w obronie Dorcas, choc niezby...to przemyślała. Na szczescie James tez sie zachował. Nie wiem,czy McGonagall przyjęła na poważnie ich wypowiedzi... Mam nadzieje, ze pomimo braku dowodów i ona, i Dumbledore beda mielona uwadze słowa Geyfonow... Mysle tez, ze moze dzieki tym wydarzeniom Dorcas i Lily zaczną ze soba wiecej rozmawiać., troche tęsknie za Syrisuzem i remisem, ale z drugiej strony swietnie opisujesz relacje miedzy Lily a Jamesem, tak naturalnie. Nie wymuszenie. Troche mnie zdziwiły te humorki Lily,przeciez rogacz naprawde sie ładnie zachował... Moze dlatego tao szybko jej przeszło i mu podziękowała, to było cos. Coekawe, czy flatycznie cos sie na tm szlabanie zmieni.moze najpierw zostaną przyjaciółmi? No, z niecieprliwoscia czekam na ciąg dalszy i zaparszam na nowe opowiadanie u mnie zapiski-condawiramurs

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję gorąco za komentarz :) Spokojnie, trochę Syriusza jest w kolejnym rozdziale, a Remusa w jeszcze następnym. A relacje Lily i Jamesa jeszcze długo nie ruszą z miejsca, przynajmniej w tym romantycznym sensie. Ale jeśli o ich przyjaźń chodzi… No cóż, niczego nie będę zdradzać ;)
      Pozdrawiam,
      maxie

      Usuń
  5. Znowu spóźniona, ale przeczytane i mam zamiar skomentować ciut dłużej (teraz nie ta godzina, nie ten dzień i nie to urządzenie na którym pisze), jeśli jednak mi się to nie uda, to po prostu chcę żebyś wiedziała że rozdział wydaje mi się trochę inny od poprzednich (nie chodzi mi o tło, wlasciwie jeszcze nie wiem dokladnie o co mi chodzi - ale wyjaśnię później jak do tego dojdę) ale bardzo mi się podobał. Uwielbiam Twojego Jamesa (:
    Pozdrawiam cieplutko i życzę szczęśliwego Nowego Roku (chyba jeszcze nie za późno na te życzenia, tak myślę) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję gorąco za komentarz :)
      Pozdrawiam cieplutko,
      maxie

      Usuń
  6. O, pamiętam, że w poprzedniej wersji opowiadania też mieli szlaban! I wyrywali jakieś roślinki czy cuś :P Nie mam bladego pojęcia, co, bo ani Harrego nie czytałam, a pamięć to rzecz zawodna. W każdym razie nic przyjemnego. No, może oprócz tego, że James mógł spędzić w towarzystwie swojej ukochanej Lily ogrom czasu.
    Nie dziwię się, że dziewczyna się wkurzyła. Na jej miejscu też bym uwierzyła, że to Potter rozpuścił podobne plotki. W końcu to on tak uparcie starał się o jej rękę xD Z drugiej strony fakty wskazują na to, że potraktowała go niesprawiedliwie, bo rzeczywistość była zupełnie inna. No cóż, ale sensacja w szkole nie jest zła XD przynajmniej ma się o czym rozmawiać, o czymś bardziej fascynującym niż nauka.
    Podoba mi się to, że James poniekąd opiekuje się Lily. Naprawdę nie chciał, by stało jej się coś złego, obronił ją za cenę szlabanu, jeszcze do tego czapka niewidka, ogolnie bardzo milusi z niego człowiek <3
    Liczę na to, że wkrótce prawdziwe intencje Wilkesa się wydają i prefekt zostanie zawieszony.
    I to było słodkie, kiedy Lily broniła Jamesa przed MacGonnagall!! Nie spodziewałam się tego z jej strony, ale ostatecznie widać, że chłopak nie jest jej tak zupełnie obojętny.
    Rozdział ciekawy i choć niezbyt obfity w akcję, naprawdę przyjemnie się go czytało. Pozdrawiam serdecznie, życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w tej wersji będą robili dokładnie to samo ;) A nawet jeśli przeczytałabyś Harry’ego (co zalecam ;P), niewiele by Ci to pomogło, bo roślinki wymyśliłam sama.
      Wiesz, chłopak jest w niej zakochany, to i stara się ją chronić. Jak dla mnie nic w tym dziwnego. A to, że Lily czuje cos do Jamesa to zasadniczo widomo już od pierwszych rozdziałów. Znaczy pisałam o tym, ale cieszę się, że również jej czyny dają taki odbiór.
      Dziękuję niezmiernie za komentarz ;)
      Pozdrawiam gorąco,
      maxie

      Usuń
  7. Witam,
    informuję, że Twój blog jest pierwszy w mojej kolejce na ocenialni Shiibuya. Proszę o niezmienność szaty graficznej aż do publikacji oceny, która pojawi się pod koniec miesiąca.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Follow by Email